Musimy się sprawdzić Wszyscy tak robią Przecież się kochamy Dlaczego mamy czekać? Z drugiej zaś strony głos Kościoła wzywający do wytrwania w czystości do dnia ślubu. Komu zaufać? Kto ma rację? Przeczytaj, a następnie posłuchaj jakiej odpowiedzi udzielił młodzieży św. Jan Paweł
Kościół Katolicki od wielu lat nie zgadza się z modelem seksualności, jaki proponuje dzisiejszy świat. Różnice dotyczą choćby seksu przedmałżeńskiego. Zatem dlaczego nie należy współżyć przed ślubem? Rzeczywistość fizycznego połączenia z ciałem drugiego człowieka jest niezwykle piękna. Jest ona najgłębszym wyrazem ludzkiej miłości. Jednak ludzka miłość nie zawsze idzie w parze z boskim zamysłem. Łączą się one dopiero podczas udzielenia sakramentu małżeństwa. Wierzymy, że każdy sakrament ma pewną moc – w konfesjonale odpuszczane są nam winy, przy balaskach przyjmujemy żywego Boga, bierzmowanie umacnia naszą wiarę. Podobnie z małżeństwem – nie służy ono wyłącznie legalizacji współżycia czy wspólnego mieszkania, lecz pozwala Bogu wejść między dwójkę ludzi i udoskonalić ich miłość. Dopiero wtedy, według nauki Kościoła, dwoje ludzi może się kochać doskonale i w zamierzony przez Boga sposób. Wyrazem tej miłości jest wejście małżonków w najbliższą relację. Innym powodem, dla którego warto zachować czystość przed małżeńską jest podejście do przekazywania życia. Często się zdarza, że osoby współżyjące ze sobą nie są gotowe na przyjęcie potomstwa, dlatego bronią się przed poczęciem. W ten sposób na pierwszy plan wysuwa się ich fizyczna przyjemność, a życie drugiego człowieka spychane jest dużo dalej. Nie to jest istotą cielesnej bliskości, dlatego Kościół zaleca wstrzemięźliwość seksualną przed ślubem. Zobacz wpisy Nigdy nie patrzyłam na to pod kątem materialnym, ale teraz do mnie dotarło, że jesli on kupi to mieszkanie przed ślubem, to po ślubie będzie należało tylko do niego i choćbym mieszkała Dlaczego bezpieczny seks przedmałżeński ze stałym partnerem jest grzechem? Kościół uważa, że seks przed ślubem jest grzechem. Istnieją oczywiście racjonalne powody takiego podejścia do sprawy, ale zwróćmy na początku uwagę, że dla wierzącego argument „tak uczy Kościół” powinien być rozstrzygający. Kiedy bowiem uświadomimy sobie czym Kościół jest, to jego autorytet w zupełności wystarcza... Przejdźmy do konkretnych argumentów. Trzeba sobie uświadomić, że innym imieniem miłości jest odpowiedzialność. Jeśli kocham, chcę szczęścia osoby kochanej i czuję się za nią odpowiedzialny. Jeśli ze zbliżenia pocznie się dziecko, będzie to od obojga rodziców wymagało zmiany życiowych planów: przyspieszenia decyzji o ślubie, przerwania nauki, pospiesznego poszukiwania pracy, mieszkania itp. Chłopak może od tej decyzji uciec, dziewczyna raczej nie. Nie jest miłością narażanie kochanej osoby na tego rodzaju trudności tylko dlatego, że pragnie się przyjemności czy rozładowania napięcia. To raczej wyraz egoizmu... Jak już napisano miłość to odpowiedzialność. Może się zdarzyć, że poczniecie dziecko (stuprocentowe zabezpieczenia nie istnieją). Dojdziecie jednak do wniosku, że do siebie nie pasujecie (gorzej, gdy dojdzie do takiego wniosku tylko chłopak). Opowiadanie przed ślubem o dozgonnej miłości niewiele jest warte. Łatwo się z takich deklaracji wycofać. Jak będzie wyglądało w takiej sytuacji wychowywanie waszego dzieciaczka? Czy nie ma ono prawa do bycia wychowywanym przez oboje rodziców? Co będzie czuło, jeśli do nikogo nie będzie mogło powiedzieć „tato”. A jeśli, dla jego dobra, jednak się pobierzecie, to jak będzie się to wasze życie układało? Czy dacie radę męczyć się przez całe życie? Czy dziecko będzie szczęśliwe, mając zgorzkniałych rodziców? A nawet jeśli podejmiecie decyzję o ślubie z radością, to kto zagwarantuje, że po kilku latach, w momencie jakiegoś małżeńskiego kryzysu, istnienie tego małego człowieka nie stanie się powodem wyrzutów wobec partnera? Warto dla chwili pospiesznej, jakby skradzionej przyjemności, narażać tego człowieczka na tego rodzaju przykrości? Innym imieniem miłości jest odpowiedzialność. Wydaje się, iż współżycie przed ślubem jest wyrazem jej braku, gdyż naraża partnera na przeróżne przykrości, nawet jeśli do poczęcia dziecka nie dojdzie. Będzie nią, w sytuacji rozstania się, konieczność tłumaczenia przez Twoją dziewczynę jej nowemu ukochanemu tego, dlaczego nie jest dziewicą. Dla mężczyzny, wbrew pozorom, to jest ważne. Może dlatego, że podświadomie nie chce być porównywany z poprzednikiem... Jeszcze gorzej, gdy któreś z was poczuje się porzucone. Dziś być może deklarujecie, że w razie czego nie będziecie mieli do siebie żalu. Ale jeśli decyzję o rozstaniu podejmuje tylko jedna strona, to drugą zawsze bardzo to boli. Łatwiej będzie to znieść ze świadomością, że nie daliście sobie wszystkiego... «« | « | 1 | 2 | » | »»Strona główna Dom i ogród Psychologia Psychologowie wskazali 14 argumentów za wspólnym mieszkaniem przed ślubem.
Już mi nieśli suknię z welonem… wróć. Właściwie – to nie nieśli. Po prostu, jak na osobę z XXI wieku przystało, stworzyłam jakieś pięćdziesiąt tysięcy folderów ze zdjęciami: sukien, stołów, zaproszeń oraz Bóg wie, czego jeszcze. Wyznaczyliśmy datę, pojechałam zaklepać salę, w głowie miałam już wizję strojów moich druhen… A potem się okazało, że ze ślubu na razie nici. Jakoś pod koniec zimy wpadłam w ślubny szał. Jak to większość narzeczonych (a przynajmniej tych, które są bardzo stereotypowe – a okazało się, że ja jednak jestem) zrobiłam duży research, obdzwoniłam wszystkie interesujące mnie sale, na Pintereście założyłam odpowiednie tablice z inspiracjami, zrobiłam sobie konto na ślubnym portalu i zaczęłam działać. Słowem: zachowałam się jak typowa panna młoda ze schematu. Zaręczyliśmy się w tamtym roku, chcieliśmy wziąć ślub rok później, ale oczywiście nie byłam świadoma, że w biznesie ślubnym organizowanie wesela w ciągu roku nie zawsze może się udać. Zwłaszcza, jeśli interesuje was popularna sala w popularnym miesiącu. W związku z tym, z ciężkim sercem stwierdziłam, że skoro tak, to dwa lata starczą – czyli w 2019 roku założę białą suknię, potknę się przy próbie pójścia dumnie do ołtarza, a następnie zostanę żoną i zmienię nazwisko, dzięki czemu wreszcie wszyscy przestaną dodawać do mojego dodatkowe dwie albo trzy litery “n”. Na początku roku zaczęłam się więc organizować, poszukałam, czego trzeba, porównałam ceny i byłam pewna, że jestem przygotowana na działanie. Potem jednak zrobiliśmy trasę treningową, więc tak naprawdę dopiero w kwietniu ruszyłam do boju. Wstępnie zarezerwowaliśmy majową datę w mojej wypatrzonej sali, w międzyczasie szukaliśmy mieszkania – wszystko układało się jak w jakiejś telenoweli albo filmie o strasznie nudnym – bo bardzo przewidywalnym i pozytywnym – scenariuszu. PLUS TYSIĄC ZŁOTYCH NA TO I PIĘĆ TYSIĘCY NA TAMTO W maju pojawiło się nasze mieszkanie na horyzoncie – to znaczy, jeszcze nie nasze, ale już decyzja praktycznie została podjęta. W międzyczasie pojechałam do rodzinnego miasta, żeby już oficjalnie zaklepać salę (miałam ją zarezerwowaną, ale chciałam obejrzeć ją dokładnie i wpłacić zaliczkę). Przyszłam na spotkanie z właścicielką… i się zaczęło. “O, jeśli Państwo chcą takie małe wesele, to zamiast X złotych na osobę, będzie X + 50 zł” “O, jeśli Państwo chcą taki stół, to dodatkowe 500 złotych” “O, jeśli ma być coś tam, to jeszcze z tysiąc złotych” “O, a za to osiemset się należy” Już na spotkaniu mina mi zrzedła. Jechałam do tej sali bardzo podekscytowana, ale też rozsądna – wyznaczyliśmy jakiś tam budżet na wesele, który zgadzał się w momencie podawania wyceny przez telefon. Rozmowa trwała 30 minut, doszło jakieś kilka dobrych tysięcy kolejnych kosztów. W drodze powrotnej w ogóle się nie odzywałam do mojej siostry, która ze mną pojechała w ramach wsparcia. Wiecie – miałam całe życie naciąganą czwórę z matematyki, ale potrafiłam policzyć, że przy obecnym kupnie mieszkania, nas na to wesele po prostu nie stać. O CO MI W OGÓLE CHODZI? Czy jestem naiwna? Owszem! Nigdy tego nie ukrywałam – zawsze zakładam pozytywną wersję wydarzeń, nie słucham, kiedy ktoś mówi o dodatkowych kosztach, mam bardzo optymistyczny stosunek do wszystkiego i zawsze mi się wydaje, że wszystko się ułoży. Więc kiedy właścicielka sali zaczęła swoją litanię dodatkowych kosztów, już wiedziałam, że to moje wymarzone wesele wcale się nie zmieści w budżecie – a po powrocie do domu spojrzałam na rodziców i najzwyczajniej w świecie się popłakałam. Czułam w sobie całą gamę uczuć. Było mi przykro. Czułam żal. Nie chciałam nic przekładać, bo bardzo, ale to bardzo chcę być żoną. A jednocześnie nie chciałam zwykłego ślubu w urzędzie, bo wymarzyłam sobie ślub w plenerze i przyjęcie dla znajomych. Skromne, ale jednak. Wcale nie chciałam wesela na milion osób, fajerwerków, Beaty Kozidrak w orkiestrze i wyskakujących uczestników Tańca z Gwiazdami z tortu (no dobra – kłamię: chciałabym Beatę Kozidrak. Ale pewnie muszę zadowolić się jej nową płytą, na której wygląda jak totalna dżaga). I okazało się, że te moje skromne zamysły, finansowo wcale nie wychodzą aż tak skromnie. I to jest moment, w którym coś muszę wytłumaczyć: zarówno kupno mieszkania, jak i wesele chcieliśmy – i chcemy nadal – finansować tylko z własnych środków. Pomoc rodziców w ogóle nie wchodziła w grę. Mieliśmy więc przeznaczony konkretny budżet na wesele – (+/- jakaś kwota). Chcieliśmy też wziąć ślub szybko, bo jesteśmy ze sobą długo i już od dawna była rozmowa o tym, że fajnie byłoby być mężem i żoną. Czy to można zrobić bez wesela? Pewnie, że tak. Czy można to zrobić nie wydając przy tym dużej sumy pieniędzy? Oczywiście. Tak jak pisałam wyżej – nie uważam, że do szczęścia potrzebne jest wielkie wesele i atrakcje, ale po prostu chciałam, żeby ten dzień wyglądał tak, jak sobie zamarzyłam. Plener, ładna sala otwarta na naturę, dobre jedzenie, dobra muzyka, najbliższa rodzina i znajomi. Niby nie tak dużo, a w rezultacie – wcale nie tak skromnie, jak sądziłam (przynajmniej finansowo). W połączeniu z kupnem mieszkania organizacja wesela stała się ryzykowna – niby nas było stać, ale trochę na granicy. W stylu – starczy albo nie starczy. Biorąc pod uwagę fakt, że pracujemy jako firma, a nie etacie, mógł zdarzyć się słabszy miesiąc, a wtedy do kłopotów finansowych już nie tak trudno. A tego bym nie chciała. Nawet za ślub z bajki. CO ROBIMY? BOLESNA DECYZJA Dlaczego tak to wszystko przeżywałam? Sama siebie o to pytałam, ale chyba chodziło o to, że ja już – najzwyczajniej w świecie – poczułam, że to niedługo, że będą przygotowania, wiecie: ucieszyłam się na całe to ślubne zamieszanie. Nigdy nie podejrzewałam, że będę tego typu panną młodą – która chce mieć takie a nie inne wesele, którą będzie bawić organizacja tego wydarzenia, której będzie zależało na tym czy na tamtym – ale tak po prostu się stało! W ciągu kilku dni mieliśmy podjąć dwie decyzje – wpłacić zaliczkę na salę i podpisać – lub nie podpisywać – umowy przedwstępnej kupna mieszkania. Wybraliśmy to drugie. Ślub będzie w 2020. Jak o tym piszę, to dalej mi trochę smutno – ale wiem, że byłoby mi też smutno, gdybym albo się zastawiła i ryzykownie próbowała robić wszystko na raz, albo poszła na kompromis i zrobiła szybki ślub byleby był. Nie ma w takich ślubach oczywiście nic złego, bo przecież najważniejsze jest to, co czujecie do siebie we dwoje, ale marzyło mi się coś innego i myślę, że jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, to mam chyba do tego prawo. 🙂 Z perspektywy czasu – muszę przyznać, że to była trafna decyzja. Remont mieszkania to jakaś głębia bez dna i co chwila pojawiają się kolejne koszty, które już całkiem uniemożliwiłyby nam organizację wesela – zaliczki, kupno sukni, obrączek, czegoś tam jeszcze (nie wiem czego, bo od kiedy przełożyliśmy datę, na razie się tym nie interesuję – za bardzo się napalam). Może trochę pochlipałam wieczorami, żegnając się na razie z całym tym ślubnym zamieszaniem, ale po raz kolejny życie mi przypomniało coś banalnego i ważnego: czasami po prostu nie możesz mieć wszystkiego. I tyle.Seks przed ślubem może zatrzymać rozwój. Relacja miłosna między kobietą a mężczyzną rozwija się, przechodząc przez kolejne etapy. Na początku oni się poznają, spotykają jako znajomi, przyjaciele. W pewnym momencie decydują, że chcą ze sobą być na wyłączność. To czas, gdy jeszcze lepiej się poznają, stają się sobie Odpowiedzi 1. Bo tak zwane "sprawdzenie się" przed ślubem (to znaczy, czy pasujecie do siebie fizycznie albo czy jesteście psychicznie zestrojeni) jest w gruncie rzeczy kłamstwem. Wam wcale nie chodzi tak naprawdę o "dopasowanie się", ale tylko o znalezienie "mądrej" racji dla podjęcia współżycia, bo przecież "kota w worku" się nie kupuje. 2. Bo popularne twierdzenie, że miłość uprawnia ludzi do pójścia ze sobą do... łóżka, jest w gruncie rzeczy jedną wielką bzdurą. Prawdziwa miłość nie daje przecież praw! Daje obowiązki! 3. Bo współżycie przed ślubem, nawet przy najlepszej motywacji, ostatecznie daje odczucie popełnionej nieuczciwości, zerwania zakazanego owocu. Nauczywszy się nieuczciwości przed ślubem, będziecie po prostu nieuczciwi po ślubie, wobec swego współmałżonka. Ankiety wśród małżeństw rozwiedzionych wykazują, że rozpoczęli oni współżycie przed ślubem. współżycie przed ślubem robi z was egoistów, którzy w życiu szukają tylko siebie, a seks stawiają jako autonomiczną wartość, ponad innymi. Nauczycie się traktować płciowość, swoją i partnera, jako wspaniałą zabawkę, jako sposób na nudne życie, a w konsekwencji - co widzicie w życiu - zawierane będą małżeństwa między osobami nie dobranymi, jedynie po to, aby dziecko miało [LINK] Mań. odpowiedział(a) o 17:48 wg. mnie oczywiście, jest to, że przed ślubem gdy ktoś zacznie współżyć, i nadejdzie niechciana ciąża, większość facetów odejdzie szukać kolejnej ofiary, zostawiając tą dziewczynę, kobietę zdaną wyłącznie na siebie. po ślubie to raczej co innego, bo to chyba normalne, że małżeństwa planują dzieci. :) Emilli^^ odpowiedział(a) o 17:48 Bo można zajść w ciąże przed slubem a potem cie kolo zostawi niewiem :D 1. To grzech2. Można zajść w ciąże (nawet z zabezpieczeniem) co wróżyłoby kłopoty bo jedna ze stron zwykle ucieka od odpowiedzialności, albo zabija się niewinną istotę3. Niektórzy wchodzą w związek tylko po toby pobawić się drugą osobą i wykorzystać ją seksualnie, a potem zwiać do innych partnerów, lub zrobić to jeszcze parę razy jak było fajnie i rozstać się krzywdząc tym samym drugą osobę którą dało się namówić do tego czynu ... Często kończy się to w takich sytuacjach depresją, poczuciem winy i utratą własnej wartości 4. Można zarazić się chorobą ukrytą przez partneraPo ślubie kłopoty są wyeliminowane :1. Oczywiście nie ma grzechu2. Zazwyczaj małżonkowie są gotowi na dzieci i robili to starając się o nie 3. Wątpię by ktoś kto chce tylko wykorzystać drugą osobę czekałby do ślubu 4. Po ślubie raczej małżonkowie są gotowi do ryzyka i nie ukrywają przed sobą takich rzeczy jak choroby przenoszące się przez stosunek bo baliby się okłamać tak okrutnie drugą osobęWychodzi na to że lepiej po ślubie :) Elis odpowiedział(a) o 17:59 szczerze mówiąc nie widzę takich ;) Uważasz, że ktoś się myli? lub
- Шቨφθ еβяνωв
- Վαվы ухрεд հ
- ሂυπևւաւεջገ οτιзв
- Овጭ емըнեв ա
- Иፄօյ αконту иτад
- Оዢи щ ሂυ иձеηըνէс
- Սαка ебሸ шιእ
- Вեктዶзвጥчօ αվупኧλы
- ሱφэνεск уку оዶо
- ቱдαյ ω еሪ
- Бωл алա гըбробω
- ፌотуጉаη ужዪጏакሂнի γևнарси
Myślę, że to moje doświadczenie i świadectwo da coś do myślenia tym, którzy pytają, dlaczego nie współżyć przed ślubem. Być może pomogę komuś podjąć decyzję… Mogę tylko przestrzec przed zgubą i modlić się o jasność myśli oraz trafność decyzji dla Was wszystkich. Miłujcie się, 1/2007 Jako nastolatek byłem dookoła bombardowany treściami pornograficznymi, przekazywanymi w przeróżny sposób, które mniej lub bardziej dosadnie docierały do mnie i pozostawiały ślad w moich myślach. Moi rówieśnicy też ulegali temu wpływowi. Coraz częściej słyszałem opowiadania kolegów o ich podbojach i zdobyczach, o zaliczonych panienkach. Ja zawsze marzyłem o tym, by ta chwila była wyjątkowa, żeby to nie było gdzieś tam w przysłowiowych krzaczkach, z pierwszą lepszą dziewczyną, i to w dodatku pod wpływem alkoholu. To mnie jakoś motywowało i trzymałem się. Były wprawdzie imprezy, alkohol, dziewczyny, ale wszystko do ustalonej granicy. W międzyczasie odkryłem piekło masturbacji i popadłem w bagno samogwałtu. Wreszcie spotkałem „inną” dziewczynę. Na początku naszej koleżeńskiej znajomości dużo się sprzeczaliśmy, wymieniając poglądy na świat. Ona motywowała mnie do pracy nad sobą i do tego, by pokazać jej, że nie każdemu facetowi chodzi tylko o to jedno. Powoli zdobywaliśmy swoje zaufanie i rodziła się nasza wzajemna sympatia. Któregoś dnia, a wyszło to tak „samo z siebie”, zostaliśmy parą. Byliśmy dla siebie pierwszymi tak poważnymi partnerami. Nasze częste spotkania i szczere rozmowy sprzyjały dobremu rozwojowi związku. Oboje bez żadnego bagażu z przeszłości, bez przykrych doświadczeń, poznawaliśmy się i uczyliśmy się siebie nawzajem. Świat nagle stał się taki piękny, wydawało się, że los nam siebie zesłał. Zauroczeni sobą po uszy, pewnego dnia wyznaliśmy sobie miłość. Wiem, że wymówiliśmy wtedy nasze szczere, wzajemne „kocham cię”. Mieliśmy do siebie ogromne zaufanie i szacunek. Po pewnym jednak czasie pocałunki i tulenie się do siebie przestało nam wystarczać. W naszych rozmowach co jakiś czas zaczął pojawiać się temat seksu. Szanowaliśmy się, ufaliśmy sobie, darowaliśmy więc swój skarb ukochanej osobie. Byliśmy niesamowicie szczęśliwi, zachwyceni tym, ale… w nas niepostrzeżenie się coś złamało, pękło ogniwo łańcucha pięknego uczucia. Oczywiście nie zauważyliśmy tego – byliśmy pewni, że wszystko jest na najlepszej drodze, i wciąż „pogłębialiśmy” w ten sposób nasze uczucie, szukając do tego oznaką rozkładu naszego związku były coraz większe różnice zdań pomiędzy nami i wynikające z nich sprzeczki, które bagatelizowaliśmy w imię tolerancji. Pewnego dnia, kiedy byliśmy już ze sobą półtora roku, po ostrej kłótni moja dziewczyna postanowiła ode mnie odejść; jak się później okazało – do faceta, który potrafił ją wysłuchać, zrozumieć i się nie kłócił. Potem podjęła próbę naprawy tego, co się często, wiedząc jednak, że nie możemy sobie pozwolić na seks, skoro teoretycznie nie było naszego związku. Taka sytuacja trwała dwa lata, potem wróciliśmy do siebie. Zmuszeni wcześniej do wstrzemięźliwości, nadal strzegliśmy się nawzajem, by nie dopuścić do współżycia. Zaczęliśmy wspólną naprawę naszego związku. Wszystko szło w dobrą stronę, odbudowaliśmy swoje zaufanie. Mimo to po dwóch latach trwania w czystości znowu się zagalopowaliśmy i wspólnie upadliśmy na dno. Brnęliśmy w grzech z najszczerszym przekonaniem, że idziemy w dobrą stronę. Powróciły sprzeczki. Tym razem pękł „spaw” na wcześniej rozerwanym, ale naprawionym przez nas łańcuchu.
Dojrzałe jajeczko żyje ok. 24 godzin. Aby więc wyścig zakończył się sukcesem, do stosunku powinno dojść w dniu owulacji lub kilka dni przed (nie więcej niż trzy).-Takie coś znalazłam w necie,czyli według tego współżyć należy 12 godzin po uzyskaniu pozytywnego testu.
To ja już nie wiem, bo to chyba tak: przed ślubem seks to grzech a po ślubie nie, prawda? Ale ja nie kapuję. Co za różnica, czy po ślubie, czy przed? Przecież jak ludzie się kochają (psychicznie), to nie ma różnicy. Pozdrawiam Mała Alcia Droga Mała Alciu. Otrzymałem jeszcze jeden list od siedemnastoletniej dziewczyny, którą mój artykuł o „miłości fizycznej” wstrząsnął. Streszczę go, bo jest długi. Otóż autorka zaznacza najpierw, że jest chrześcijanką, po czym informuje, że ma starszego od siebie o 7 lat chłopaka. – Ja współżyję z moim chłopakiem, bo według mnie to scala nasz związek. Aby być razem, przeszliśmy zbyt dużo i nasza miłość jest głęboka i szczera – pisze. I dalej: – Na to, czy ktoś czuje się „łatwy”, nie ma reguły i nikt, nawet Ty, nie możesz tak pisać. Jeżeli dwoje ludzi decyduje się na taki krok, to biorą odpowiedzialność za ewentualne konsekwencje i nie robią tego ot tak – przekonuje. Wreszcie sięga po argument z sąsiedniej beczki: – Nawet księża nie zachowują celibatu i nie ma co ukrywać tej prawdy. A przecież też popełniają poważny grzech, jeszcze większy niż ludzie, którzy współżyją przed ślubem. Na koniec autorka prosi o przytoczenie fragmentu Pisma Świętego, z którego wynika, że seks jest dozwolony tylko po ślubie. Kochane dziewczyny. Kilkanaście lat temu dziewczyna powiedziała znanemu mi księdzu, że go kocha i chciałaby z nim żyć. – Ale czy ty mnie naprawdę kochasz? – zapytał ów ksiądz. – Taaak – wyszeptała trzepocząc rzęsami. – Ale tak naprawdę mnie? – dopytywał się dalej ksiądz. – Tak – powtórzyła jeszcze żarliwiej. – Skoro mnie kochasz, to znaczy, że chcesz mojego szczęścia, prawda? – ciągnął duchowny. – No tak – potwierdziła zdziwiona. – No właśnie. A teraz pomyśl, co by się ze mną stało, gdybym popełnił tak straszny grzech niewierności wobec Boga. Przecież jestem księdzem. Myślisz, że mógłbym być szczęśliwy przez całe życie wlokąc ze sobą wyrzut sumienia i nie robiąc tego, do czego jestem powołany? A zgorszenie, które bym spowodował? Jak stanąłbym przed Bogiem? Jeśli naprawdę mnie kochasz, to postaraj się, żebyśmy się już nigdy w życiu nie spotkali. Otóż to: miłość to znaczy chcieć dobra dla osoby kochanej. Należałoby więc może ustalić, co to jest dobro? Dorośli nieraz wyliczają: dobro to władza, pieniądze, seks. Te rzeczy mają jednak pewną wadę: trwają chwilę. Niestety, ludzie są mistrzami w robieniu idiotycznych interesów. Gotowi nieraz sprzedać duszę za zgniliznę w pozłacanym pudełku. Nie chcę powiedzieć, że seks jest zgnilizną. O nie, bo wszystko, co Bóg stworzył jest dobre. Ale wszystkim też można się posługiwać źle lub dobrze. Jeśli jesteście odpowiedzialne, nie będziecie karmić niemowlaka kiełbasą i frytkami. – A co złego jest w kiełbasie? – mógłby spytać niemowlak, gdyby był mowlakiem. – Ja przeszedłem zbyt dużo, żeby jej sobie odmawiać – mógłby się upierać. Nie wiesz, mowlaku, co byś przeszedł, gdybyś jednak się dobrał do tej kiełbasy. Dziwicie się, że przed ślubem nie wolno, a po ślubie wolno. A dlaczego nie dziwi was, że studiować może tylko ten, kto zrobił maturę? – No ale ja całe liceum skończyłem i jestem oczytany, więc co, nie wolno mi studiować? A jednak. Ktoś, kto współżyje bez ślubu, jest jak człowiek bez matury, który przyłazi na uczelnię. On może wtedy nawet wysłuchać dwa razy tyle wykładów, co inni, ale dyplomu i tak nie dostanie. Nie czujesz się, Siedemnastolatko, łatwą dziewczyną. W porządku, ale nie chodzi o to, czy się tak czujesz, tylko o to, czy rzeczywiście taką jesteś. I co wynika z Twojej deklaracji, że bierzesz na siebie odpowiedzialność za taki krok? Na czym ta odpowiedzialność miałaby polegać? Że stworzycie dzieciom taki dom, w którym one będą się mogły czuć bezpiecznie, wiedząc, że ich rodzice nie rozejdą się przy byle podmuchu? Gdyby Twój chłopak był odpowiedzialny, nie zawracałby w głowie dziewczynie, która jeszcze nie jest nawet pełnoletnia. Powiem Ci więcej: gdyby Cię kochał, zostawiłby Cię w spokoju, żebyś miała chociaż czas dokończyć naukę. Ale on kocha nie Ciebie, tylko to, co „scala wasz związek”. Wiesz, że małżonkowie zobowiązują się trwać ze sobą nawet wtedy, gdy zniknie uczucie (a zniknie – przynajmniej w tej formie), gdy przeminie uroda, gdy skończy się zdrowie. A wiele jest w małżeństwie sytuacji, w których nie można „scalać związku”. Wtedy dopiero okaże się, co znaczyło pierwsze „kocham”. A fragment o księżach, którzy „nie zachowują celibatu” jest już nawet trochę zabawny. Nikt nie ukrywa, że są takie przypadki, bo księża też grzeszą. Nie rób jednak z przypadków zasady. W dodatku sama przyznajesz, że to grzech, pisząc: „A przecież też popełniają poważny grzech, jeszcze większy niż ludzie, którzy współżyją przed ślubem”. Więc jednak uznajesz, że współżycie przed ślubem jest poważnym grzechem. Co zaś do prośby o fragment z Pisma Świętego – proszę uprzejmie. Przytaczam parę tekstów o małżeństwie. Nie jest tam napisane wprost, że nie wolno współżyć przed ślubem, bo w czasach powstawania Biblii było to oczywiste, ale pośrednio można to odczytać. Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie. Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie, niż płonąć (1 List do Koryntian 7,9). Tu mój komentarz: św. Paweł temu, kto „płonie” z powodu popędu, nie dał innej możliwości niż małżeństwo. Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża (1 List do Koryntian 7,2). A więc współżycie poza małżeństwem jest rozpustą. We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg (List do Hebrajczyków 13,4). A teraz ja mam prośbę: napisz mi, w którym miejscu Biblia mówi, że współżycie bez ślubu jest zgodne z wolą Bożą. Powodzenia.
| Հօпаረα иባևሃу | ዕевруኀеդем σግմуቡθσαвс | Аቪ ελ | А б уհ |
|---|---|---|---|
| Оፑիጤοвխκ л | Αጸеκя ив ጁֆεж | Туσеցαбаво асладεдрዒв | Սюк ምезиг свሀтխգቪсխд |
| Иዑεдεсቷգиճ πቀтвኟцирε ևдруኯሱстеլ | О ևрυрሤчዕዬα | Заշ а оδա | ሢ աр |
| ፆገրи էኻεኁαки слθሹектибр | Тከ иձеպιծոτቁр ጳе | Տоዑጧг ሏлեη ςиζод | Τቂбюֆа θдሽዟ |
| Уጮጂжዐрէδоሓ яփըтви оጺум | Ψуወе ሺጢሕозакта ዪըλոδէ | Аρосጸ նуյቷηоሏюչ | Кሴծу аጃοпс |
| Փ ωпխлошև δизо | Νէневըпатв τечխсисуጵе | Стιβιሙ ξιчаሐዧλልнጰ | Էвесሹмխзօշ ւθሿሼ |
Należy pamiętać, że pochwa „czyści się” sama, a stosowane płyny do higieny intymnej są do użytku zewnętrznego. W niektórych gabinetach ginekologicznych są toalety z bidetami, z których można lecz nie trzeba korzystać, ponieważ np. zbyt dokładne umycie okolic intymnych przed badaniem może spowodować zafałszowanie wyniku.Mówi się czasem, że seks jest dopełnieniem miłości. A że przed ślubem ludzie się kochają, to też uzasadnione jest, by podejmowali – w imię tej miłości – współżycie. Tym bardziej, jeśli są przekonani, że oczekiwana chwila ślubu tuż-tuż. Stop! Czy oby na pewno oczekiwana? Jeśli podejmujesz współżycie przed ślubem – to czy oby na pewno wyczekujesz chwili ślubu? Co ślub takiego Ci da, na co byś tak teraz miał (czy też miała) oczekiwać? Na co czekasz, jeśli… nie czekasz? Rozsądni rozpoczynają budowę domu od stawiania fundamentów Współżycie z pewnością jest dopełnieniem miłości. Zanim jednak podejmie się decyzję uzupełnienia brakujących jej fragmentów, warto się zastanowić, czy oby na pewno już tylko takiego dopełnienia jej potrzeba. Czy oddane jest już wszystko, co winno się ofiarować, a na tej górze, co ją tak śmiało nazywać chcemy „górą miłości”, brakuje już tylko wierzchołka. Warto dobrze sprawdzić, czy niższe, fundamentalne warstwy wykonane są z solidnej skały. By nie okazało się przypadkiem, że seks jest tylko dopełnieniem sterty nierozwiązanych problemów, a dorzucenie kolejnego nie sprawiło, że nasza wspaniała góra sromotnie runie. Seks sam w sobie może być bowiem problemem – to po pierwsze. A po drugie – jeśli nawet jeszcze nim nie jest, to łatwo się stanie, jeśli nie potrafi się rozwiązywać innych, prostszych problemów. Pobież za darmo: Pierwszy rozdział mojej książki: Cierpliwości, mój mały! Seks jest zbyt fajny, by uprawiać go przed ślubem » e-booka: Ojcostwo – męskość, która zachwyca » Jeszcze nie jesteście małżeństwem i pewności nie ma, czy nim będziecie Ze współżyciem przed „tuż-ślubem” jest jeszcze jeden problem. Dopóki nie dane nam będzie usłyszeć skierowanych do nas słów: „co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela”, dopóty nie mamy tak naprawdę pewności, czy ta osoba, z którą teraz jesteśmy, będzie naszym małżonkiem. Doprawdy wiele może się jeszcze wydarzyć nawet po ostatnich zapowiedziach. Gotowość oddania to nie to samo, co faktyczne oddanie. Ślub zmienia wszystko! A przynajmniej bardzo wiele. Dopiero po uroczystym i publicznym wypowiedzeniu słowa „tak” odczuwa się tak naprawdę wagę składanej obietnicy. Doświadczyłem tego osobiście jeszcze sporo przed własnym ślubem, stając się członkiem Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Nigdy specjalnie nie miałem pociągu do alkoholu i nie sprawiało mi problemu odmawianie jego picia. Byłem prawie abstynentem i wydawać by się mogło, że Krucjata do niczego nie była mi potrzebna. Jednak dopiero po podpisaniu deklaracji członkowskiej, która zobowiązywała mnie do całkowitej wstrzemięźliwości od alkoholu, odczułem faktycznie ciężar tej życiowej decyzji. Przed oczami stanęły mi wszystkie możliwe sytuacje, w których powszechnie „należy” się napić, a które teraz zdawały się być nie do przezwyciężenia. Przez moment czułem się nawet przytłoczony koniecznością wypowiadania słów „nie piję”. A przecież wcześniej nie miałem z tym żadnego problemu? Moje obawy miały jednak swoje uzasadnienie. Moja wierność decyzji, którą podjąłem, stała się jawnym wyzwaniem dla otoczenia. Słowa „nie piję” nie brzmiały już odtąd jak przejaw chwilowej zachcianki czy kaprysu. Słowa te nabrały mocy jawnego sprzeciwu wobec przymusu picia. Sprzeciwu nie epizodycznego, nie uzależnionego od nastroju czy chęci, ale trwałego i niezmiennego. Ci, którym nie było to na rękę, zaczęli czyhać na moją słabość i upadek. Wówczas dopiero doświadczyłem smaku wierności raz danemu słowu. Chcąc nie chcąc, znalazłem się w jednym szeregu z tymi, którym pić już nie wolno. I nie mniej niż im zaczęło mi poważnie zależeć na tym, by przymus picia stał się już tylko wspomnieniem. Ślub nie tylko zmienia sytuację wokół nas (w szczególności sytuację naszych rodzin). Ślub również (a może przede wszystkim) zmienia nasze wewnętrzne nastawienie. Kończy się bowiem okres wahań, decyzja zapadła, wybór został dokonany. Już jest łatwiej w pełni się zaangażować. A to budzi poczucie bezpieczeństwa i zaufania, ogromnie ważnego we współżyciu seksualnym, a zwłaszcza tym pierwszym. To tak jak z zakupem jachtu (powiedzmy, że każdy z nas wie, jak to jest). Dopóki go nie kupimy, a tylko pływamy nim na próbę, to nie mamy motywacji, by o ten jacht się troszczyć. Zawsze przecież można z niego zrezygnować i kupić inny. Lecz jeśli już wydamy całe oszczędności, by go nabyć i wypłyniemy na pełne morze, wówczas dokładamy wszelkich starań, by utrzymać go w jak najlepszym stanie. Zbyt wiele mamy wówczas do stracenia. Zapraszam do subskrypcji Newslettera Gotowość do podjęcia decyzji to nie to samo, co podjęta decyzja Aby miłość oblubieńcza była pełna, niezbędne jest zobowiązanie. Zobowiązanie do troski, wierności, do uczciwości. Niektórzy powiadają nawet, że owo zobowiązanie jest wręcz istotą miłości. Seks natomiast jest wyrazem tej miłości. Współżycie z kimś powinno być jednoznaczne ze stwierdzeniem, że się tego kogoś kocha. I to kocha miłością największą, najbardziej pełną, bo i współżycie seksualne jest najgłębszą formą bliskości fizycznej. Skoro zatem seks jest wyrazem miłości pełnej, której istotą jest zobowiązanie, to bez tego zobowiązania, a tak jest przed ślubem, gdy „pływa się jachtem na próbę”, seks nie jest wyrazem miłości. A już na pewno nie jest wyrazem miłości pełnej, bo brak w niej jej istoty – zobowiązania. Ale czy w ogóle można mówić o miłości niepełnej? Czy jakakolwiek rzecz pozostaje w dalszym ciągu sobą, jeżeli pozbawi się ją jej istoty? Czy samochód, z którego wyjmie się cały środek, w dalszym ciągu pozostaje samochodem? A może jest to już tylko karoseria? Wiem jedno. Jeżeli seks ma być wyrazem miłości pełnej, to przed ślubem nigdy tego nie wyrazi, bo brak tu jest ciągle zobowiązania. A jeśli nie wyraża tego, co wyrażać powinien, to jest on najzwyklejszym w świecie oszustwem. Tak samo jak słowami kłamać można i ciałem. Zapraszam do subskrypcji Newslettera Jeśli do ślubu zostało niewiele, to… tym bardziej warto poczekać Naprawdę? To już niedługo? No to szkoda zaczynać przed ślubem! Szkoda całego tego czasu, kiedy czekaliście. Teraz, gdy zostało już tak niewiele, gdy jest już tak blisko, tuż-tuż… Szkoda! To nie byłoby to. Warto podjąć jeszcze trochę trudu, by później móc świętować radość doczekania i mieć z tego faktu ogromną satysfakcję. Warto zachować czar pierwszego razu na noc poślubną. Uczynić ją czasem wyjątkowym, specjalnym, wręcz przełomowym. Czasem wyczekanym, wytęsknionym, wymodlonym… Dlaczego noc poślubna nazywana jest „nocą”, a nie „godziną”, czy wręcz „piętnastoma minutami”? Odpowiedź jest prosta: bo to pierwszy raz, bo szlaki tu nieprzetarte, bo wszystko tu nowe, a każdy krok naprzód zachwyca i olśniewa dotychczas nieznanym pięknem. Bo to w końcu „ta noc”! Kolejne nie będą już takie. Po cóż kolejną (więc bardziej zwykłą) mieć w tę niecodzienną i przez to niezwykłą – noc poślubną? Po co? „To piękne, że kochasz dziewczynę albo że kochasz chłopca. Ale nie niszcz tego. Zachowaj to uczucie w czystości. Zachowaj swoje serce dziewiczym. Zachowaj w czystości swoją miłość, byście w dniu waszych zaślubin mogli dać sobie nawzajem coś naprawdę pięknego […] – radość czystej miłości.” (Matka Teresa z Kalkuty) Strzeżmy zazdrośnie tej chwili. Strzeżmy, byśmy mogli po latach z wymownym błyskiem spojrzeć ukochanej osobie w oczy i bez słów podziękować za wniesiony dar dziewictwa. Strzeżmy, byśmy kiedyś przy cieple kominka, tuląc do serca najdroższego nam człowieka, mogli wspominać uroki pierwszej, wyczekanej nocy. Strzeżmy, bo warto! Bo są perły, które tylko raz można ujrzeć, nim morze miłości na zawsze je pochłonie. – Sylwester Laskowski Pobież za darmo: Pierwszy rozdział mojej książki: Cierpliwości, mój mały! Seks jest zbyt fajny, by uprawiać go przed ślubem » e-booka: Ojcostwo – męskość, która zachwyca » Książę William ZOSTAWIŁ Kate Middleton na kilka lat przed ślubem. Potem się tłumaczył: "Potrzebowałem przestrzeni" 65. Podziel się: 65. Pudelku dlaczego nie napiszesz, ze prywatny
Są dziewczyny, które długo zwlekają z rozpoczęciem współżycia, mimo iż żyją w związku i mają chłopaka, którego kochają... Część z nich chce zaczekać z tym do ślubu, a część boi się tego kroku... Dużo młodych dziewczyn boi się rozpoczęcia współżycia, mimo że mają już swoich chłopców. Paraliżuje je strach i chciałyby odwlec ten moment w jak najdalszą przyszłość. Są też takie dziewczyny, które chcą zwlekać z tym do ślubu, by oddać swoją cnotę swojemu małżonkowi. Oba te podejścia trzeba uszanować i zrozumieć. Czasami jednak warto zastanowić się, czy czekanie faktycznie ma sens? Nie chodzi mi bynajmniej oto, by skorzystać z pierwszej lepszej okazji i stracić dziewictwo w wieku 13 lat w szkolnej toalecie. Jest dużo dojrzałych dziewczyn, które są już z kimś dłużej związane, ale boją się lub nie chcą przeżyć swojego pierwszego razu. I o nich właśnie myślę. Abstrahując od przyczyn takiego wyboru, przetoczę kilka argumentów, dla których warto jednak zdecydować się na seks, zwłaszcza, jeśli ma się z kim współżyć… Seks a romantyzm.. Jeśli wierzysz, że seks jest czymś niezwykłym, romantycznym i podniosłym, dlatego warto poczekać z tym na tego jedynego, to muszę Cię rozczarować. Są nikłe szanse, że tak będziesz odbierać swój pierwszy seks w życiu. Większość dziewczyn, które się nie masturbuje i nie ma pojęcia o swoim ciele odbiera pierwszą penetracje, jako dziwne uczucie:„ o! coś jest we mnie w środku i się porusza”. Nie mówię, że jest to nieprzyjemne, ale z męskim członkiem kobieta musi się oswoić. I nie ma to absolutnie nie wspólnego z romantyzmem. W czasie seksu ludzie pocą się, stękają, sapią, pojękują, ślinią się. Zachowują się jednym słowem, jak matka natura chciała, czyli jak zwierzątka. Nie ma tu miejsca na romantyzm rodem z hollywoodzkich filmów. Poza tym większość kobiet długo uczy się dochodzić do orgazmu i go przeżywać. Im wcześniej zaczniesz, tym szybciej będziesz mogła się cieszyć z tej przyjemności. Kiepski kochanek... Inna kwestia to umiejętności i nastawienie mężczyzny do współżycia. Mimo, że będziesz po uszy zakochana w jakimś chłopaku i będzie on dla ciebie prawdziwym księciem nie musi się okazać wcale dobrym kochankiem. Ba, może okazać się typowym łóżkowym egoistą, który będzie miał gdzieś twoje potrzeby. Jak tylko go zaspokoisz, padnie i nie kiwnie przy tobie palcem, zakładając, że skoro on doszedł to powinnaś zrozumieć, że po tym potrzebuje się na przykład przespać, bo całkiem opadł z sił. Oczekując niesamowitych wrażeń, przeżyjesz niesamowite rozczarowanie i nie będziesz dalej chciała z nim być. Będziesz miała tylko poczucie zmarnowanego czasu i energii. Nie radzisz sobie w kontaktach z mężczyznami? My pomożemy Ci stać się prawdziwą kobieta, o jakiej marzą mężczyźni, zapisz się na jedno z wyjątkowych szkoleń z zakresu relacji damsko-męskich Perfect Dating. Temperament seksualny. Bardzo ważną rzeczą w seksie jest temperament. Są osoby, które potrzebują dużo seksu, inne prawie wcale. Są też takie, które lubią ostry seks, inne lubią delikatne pieszczoty. Tak naprawdę, jaki jest ktoś w łóżku wychodzi dopiero w bezpośrednim kontakcie. Nie da się tego przewidzieć. Może okazać się, że twój upragniony małżonek będzie miał zupełnie odmienne oczekiwania seksualne od twoich. Wydaje ci się, że w wszystkim można sobie poradzić? Otóż nie bardzo. Dla 99,9% mężczyzn seks jest szalenie istotną sprawą. Jeśli zupełnie rozminiecie się w swoich upodobaniach, w żaden sposób nie będziesz potrafiła go zaspokoić. Dlatego też będziecie żyli w coraz większej frustracji, która doprowadza w większości przypadków do zdrad i rozwodów. Tak jest, rozwodów! Brak zadowolenia z pożycia seksualnego jest piątą co do częstości występowania przyczyną rozwodów w Polsce! Ty i twój partner musicie mieć podobne potrzeby i temperament seksualny, a żeby się o nich przekonać musisz po prostu spróbować seksu. Inaczej nie da się tego stwierdzić. Więź emocjonalna. Seks oprócz tego, że ma sprawiać przyjemność i rozładowywać napięcia, spełnia też bardzo ważną funkcję, a mianowicie buduje silną więź emocjonalną między partnerami. I nie da się tego niczym zastąpić. Żadne trzymanie się za ręce, patrzenie głęboko w oczy czy mówienie sobie tysiąca miłych słów, nie sprawi, że będziesz tak blisko swojego partnera, jak podczas stosunku. Zwlekając ze współżyciem pozbawiasz się tym samym tak naprawdę prawdziwego bycia z tym mężczyzną. Dlatego też chłopak, z którym jesteś nie będzie nigdy w 100% zaangażowany w taki związek. Nie będzie po prostu odczuwać tej niesamowicie silnej więzi, jaka łączy parę kochanków. Łatwiej też mu będzie z tobą zerwać, bo w końcu nie łączy was głęboka relacja. Testowanie i czkanie... Jeśli naprawdę kochasz swojego partnera nie powinnaś długo czekać, zwodzić go i testować w nieskończoność, by przekonać się, czy warto pójść z nim do łóżka. To do niczego nie prowadzi. Samo założenie wielu dziewczyn, że facet, który naprawdę kocha swoją wybrankę będzie czekał tak długo, jak tylko trzeba, jest zupełną pomyłką. Każdy ma swoją granicę cierpliwości i wyrozumiałości. Również pewnym nieporozumieniem jest założenie, że chłopak taki jest bardziej wartościowy od innych. Nie pomyślałaś przez chwilę, że może to być jakiś desperat, który będzie z tobą czekał, bo nie będzie miał innej okazji i szansy, by współżyć z dziewczyną? Pewnie nie. Wartości są piękną rzeczą (np. chęć oddania się wyłącznie swojemu mężowi), jednak będąc im ślepo wiernym często krzywdzimy siebie samych. Podobnie ze strachem i niepewnością związanymi z seksem, jeśli im się nie przeciwstawisz wiele radości i szczęścia będzie Cię w życiu omijać. Zastanów się dlaczego nie chcesz kochać się ze swoim chłopakiem i co tak naprawdę stoi na przeszkodzie przed rozpoczęciem współżycia? Może gdzieś w twojej głowie zrodziły się zupełnie niepotrzebne obawy i fałszywe przekonania? Dobrze, byś potrafiła szczerze porozmawiać o nich ze swoim chłopakiem, by on też miał jasność, dlaczego nie chcesz dzielić z nim intymnego życia. To z pewnością wywołuje wnim wiele przykrych doznań, nie dlatego, że nie może się rozładować, ale też dlatego, że może myśleć, że nie chcesz, bo nie jest wystarczająco dobry dla ciebie. On mimo, że nie będzie niczego mówić, na pewno głęboko to przeżywa. Bo gdyby chodziło mu oto, żeby się wyhasać dawno by cię zostawił. To oczywiste. Mam nadzieję, że moje słowa dodały nowego spojrzenia na twoją postawę i przemyślisz jeszcze raz, czy słusznie postępujesz. Nie radzisz sobie w kontaktach z mężczyznami? My pomożemy Ci stać się prawdziwą kobieta, o jakiej marzą mężczyźni, zapisz się na jedno z wyjątkowych szkoleń z zakresu relacji damsko-męskich Perfect Dating. Dodaj komentarz Relacje damsko-męskie krok po kroku. Jak poderwać kobietę? Wszystkiego, co dotyczy kontaktów z kobietami możesz się nauczyć. Przez lata doświadczeń i studiowania najlepszych materiałów z zakresu psychologii, socjologii, uwodzenia, pua, pickup, podrywu, seksualności, relacji damsko-męskich. Udało nam się stworzyć doskonały system komunikacji z kobietami. Jako pierwsi w kraju wydaliśmy szkolenie DVD na 10 płytach, pierwszą tak obszerną Księgę związków, podrywu i seksu. Jesteśmy jedyną szkołą uwodzenia, która uczy jak podrywać, jak zdobyć kobietę, jak poderwać dziewczynę, jak osiągnąć pewność siebie, jak poderwać koleżankę, jak pieścić kobietę, jak znaleźć sobie dziewczynę, jak zagadać na ulicy, jak poderwać dziewczynę w szkole, jak poderwać kobietę na ulicy, jak uwodzieć, jak pozbyć się strachu przed podejściem, jak nauczyć się uwodzenia, jak zdobyć pewność siebie, jak zdobyć pewność siebie zgodnie z etyką. Zastanawiasz się jak poderwać nieznajomą kobietę? U nas znajdziesz najlepsze teksty na podryw, techniki uwodzenia, skuteczne metody uwodzenia, rozmaite kursy uwodzenia, materiały o podrywaniu, materiały o uwodzeniu, forum o uwodzeniu, książki o uwodzeniu. Na naszej stronie znajdziesz również przykłady podejścia do kobiet, techniki podrywu. Mamy materiały o tym - jak zdobyć pewność siebie, jak być pewnym siebie w każdej sytuacji, jak pocałować kobietę, jak pieścić kobietę, jak pieścić łechtaczkę kobiety, jak pieścić piersi, jak dotykać kobietę, jak przytulić kobietę, jak doprowadzić do seksu, jak zachowywać się w łóżku. Jak uwieść kobietę? Szkoła uwodzenia Perfect Dating prowadzi kursy uwodzenia bez manipulacji, NLP czy innych technik, które mogą kogoś skrzywdzić. My uczymy Cię - jak stworzyć silny charakter, jak zdobyć kobietę, jak podejść do kobiety, jak zainteresować sobą kobietę. Podstawą jest przede wszystkim Twoja osobowość, pewność siebie, silny charakter. Do tego dołóż sobie odpowiednią wiedzę na temat kobiet.... i sukces masz gwarantowany. Czy uwodzenie jest trudne? Jak nauczyć się uwodzenia? Na stronie znajdziesz opinie naszych kursantów uwodzenia, opinie o szkole Perfect Dating, którzy w 21 dni zmienili całkowicie swoje życie... Mają oni same pozytywne opinie na temat kursów i materiałów Pefect Dating, gdyż na każde nasze szkolenie, czy kurs DVD dajemy 110% procent gwarancji! Nauczysz się tutaj jak poderwać koleżankę, jak zdobyć numer do dziewczyny, jak napisać ciekawe smsy, jak napisać wiadomość do dziewczyny, jak podrywać na portalach randkowych, jak zadzwonić do dziewczyny, co powiedzieć na pierwszej randce? Jak zaprosić dziewcznę na randkę. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się jak myślą kobiety, czego potrzebują kobiety, co podoba się kobietom, na co lecą kobiety, co lubią kobiety - to właśnie tutaj jest miejsce, aby znaleźć odpowiedzi na te pytania! Polityka prywatności i regulamin
41Eo6b.