🐯 Dlaczego Nie Należy Współżyć Przed Ślubem

Nie żałujemy, że dochowaliśmy czystości. Przez to, że nie współżyliśmy przed ślubem staliśmy się dużo bardziej odpowiedzialnymi osobami, rozwinęliśmy się intelektualnie, uczuciowo, potrafimy lepiej panować nad sobą - nie byłoby tego, gdybyśmy skupili się na seksualności przed ślubem.
Leave a Comment / Poradnik dla kobiet, Poradnik dla mężczyzn,
• Nie umawiaj się z chłopcem/dziewczyną, jeśli mają inne zasady niż ty. Jeśli twoja sympatia zamierza współżyć przed ślubem, możliwe są cztery scenariusze: - przekonasz druga osobę i razem będziecie czekać z seksem do ślubu, - druga osoba zostawi cię i znajdzie inną – taką, która zgodzi się na współżycie,
Wolfgang Kayser, Próba określenia istoty groteskowości [1] Do zwierząt uprzywilejowanych przez groteskę należą węże, sowy, ropuchy, pająki - stworzenia pełzające, nocne, których tryb życia nie jest zbyt powszechnie znany. Podob¬nymi preferencjami cieszy się także wszelkie robactwo. Po części zapewne z tych samych racji, co wstręt i niepokój bu¬dzące zwierzęta, spotęgowanych jeszcze tym, że nie wiedzieć, skąd się ono bierze. [2] Niewątpliwie groteskowym zwierzęciem jest jednak przede wszystkim nietoperz. Jego nazwa [niem. Fiedermaus] wskazu¬je na nienaturalne pomieszanie dziedzin«, które w tajemniczym zwierzęciu znalazły ukonkretnienie. Przy tym szokującą po¬stać łączy ono z równie osobliwym trybem życia. Zwierzę zmierz¬chu latające bezgłośnie z nieomylną pewnością ruchów, o za¬gadkowej ostrości zmysłów - czyż me można mu przypisać, ze wysysa krew innym zwierzętom w czasie ich snu? Nie przestaje zadziwiać nawet w spoczynku, kiedy zwisa z belki głową na dół, otuliwszy się skrzydłami jak płaszczem - bardziej podobne do kawałka martwej materii niż do żywej istoty .Ale także świat roślinny nieustannie dostarczał motywów, i to nie tylko dla groteskowej ornamentyki. Groteskowe same z siebie, tak że nie potrzeba tu już niczego wyolbrzymiać, wy¬dają się na przykład beznadziejnie powikłane roślinne sploty z ich tajemniczą żywotnością, w której natura, rzekłbyś sama przezwyciężyła dystans dzielący rośliny i zwierzęta. […] [3] Do charakterystycznych motywów groteskowych należy dalej wszystko, co jako narzędzie czy sprzęt poczyna żyć wła¬snym niebezpiecznym życiem. Spiczaste przedmioty z rysun¬kowych opowieści […] zostały w czasach nowszych zastąpione przez nowoczesne instrumenty techniki, zwłaszcza przez hałaśliwe pojazdy mechaniczne. Równie łatwo uchwytne jest pomieszanie mechanicznego z organicz¬nym, jak i zachodząca przy tym dysproporcja: na przykład samoloty przedstawia się jako olbrzymie ważki lub ważki jako samoloty, a czołgi poruszają się jak monstrualne zwie¬rzęta. Podobne spojrzenie na technikę jest dla człowieka współczesnego tak dalece naturalne, że tworzenie „technicz¬nej" groteski przychodzi mu z łatwością. Urządzenia stają się w niej nosicielami demonicznego pędu do zagłady i po¬czynają panować nad swym twórcą. [4] To, co mechaniczne, wyobcowuje się, zyskując życie, natomiast to, co ludzkie — tracąc je. Do trwałych motywów należą żywe istoty przekształcone w manekiny, automaty, marionetki i twa¬rze zastygłe w maski. Od masek pojawiających się w grotesko¬wej ornamentyce aż do dziś motyw ten jest nadal chętnie uży¬wany, przy czym uległ charakterystycznej przemianie. […]pod maską nie ma żywej ludzkiej twarzy, lecz sama maska stała się twarzą. Zrywając ją, ujrzelibyśmy szyderczo wyszczerzoną nagą czaszkę. […] [5] Groteskowość jest pewną strukturą. Istotę jej moglibyśmy określić zwrotem, który narzucał nam się dość często: gro¬teskowość to świat, który stał się obcy. Przy¬dadzą się tu wszakże jeszcze pewne objaśnienia. Świat baśni, gdy patrzy się nań z zewnątrz, dałoby się określić jako obcy i niezwykły. W istocie nie jest to jednak świat, który naprawdę stał się obcy. Nic bowiem, co byłoby swojskie i znane, nie objawia się tu nagle jako obce i tajemnicze. Tb nasz własny świat, tyle że uległ przeobrażeniom. Do sfery groteskowości zasadniczo należą także raptowność i niespodzianka. Lite¬racko zostaje to ujęte w scenie lub obrazie zdarzenia. Jed¬nak również przedstawienia plastyczne nie chwytają samych tylko stanów, lecz akcję, jakiś szczególny moment (Efnsor) albo przynajmniej […] stan rzeczy brzemienny w groźne napięcia. Określa to zarazem bliżej charakter ob¬cości, z jaką mamy do czynienia. Zgroza przejmuje nas tak bardzo właśnie dlatego, że chodzi o nasz świat, którego pew¬ność okazała się pozorem. Czujemy zarazem, że w owym odmienionym świecie nie moglibyśmy żyć. W wypadku gro¬teskowości nie chodzi o lęk przed śmiercią, lecz o lęk przed życiem. Jej cechą strukturalną jest ujawnienie zawodności kategorii naszej orientacji w świecie. Od czasu renesanso¬wych ornamentów obserwowaliśmy nieprzerwany rozkład: mieszanie sfer w naszym odczuciu odrębnych, naruszanie rów¬nowagi, utratę identyczności, niszczenie naturalnych proporcji i tak dalej. Spotykamy też nowe jego objawy: zniesienie kate¬gorii przedmiotu, rozpad pojęcia osobowości, rozbicie porząd¬ku historycznego. [6] Świat wyobcowany wyklucza orientację, pojawia się jako absurd. Zarysowuje się w tym momencie różnica między groteskowością a tragicznością, która zrazu także kryje w sobie absurd. Możemy go odnaleźć w pierwiastkach tragizmu wiel¬kiej tragedii greckiej: absurdalne jest, kiedy matka pozba¬wia życia swoje potomstwo, syn morduje matkę, ojciec zabi¬ja własne dziecko, kiedy zjada się synów — saga Atrydów obfituje w takie absurdy. Chodzi tu o poszczególne „czyny" sprzeczne z moralnym porządkiem świata, istnieją jednak również przypadki zagrożenia samych jego zasad. Istotą groteskowości nie są wszelako sporadyczne naruszenia ładu moralnego czy podważanie zasad, na których on się opiera (może to być co najwyżej jeden ze składników). Przede wszyst¬kim chodzi tu o zanik już choćby tylko fizycznej orientacji w świecie. […] [7] Jakiego rodzaju jest perspektywa właściwa grotesce? Z ja¬kiej perspektywy świat staje się obcy? Pytanie takie stawia przed nami na powrót sprawę tworzenia. Artyści i krytycy przez wieki niezmiennie odpowiadali: świat będący czymś obcym powstaje w oczach zatopionego w marzeniu, we śnie, na jawie albo na progu zamroczenia. Samowiedza romanty¬ków i nadrealistów - a chyba to samo dałoby się powiedzieć o artystach czasów dawniejszych - wyraźnie wskazywałaby, że taki ogląd ogarnia „to, co rzeczywiste", i kształtuje coś istotnie zobowiązującego. Spotykaliśmy się jednak często z jeszcze innym podejściem do zagadnienia. Jednolitość per¬spektywy ujęcia miałoby zgodnie z nim zapewniać chłodne spojrzenie na bieg rzeczy jako na pustą, bezsensowną grę marionetek, dziwaczny teatrzyk kukiełkowy. […] Dwie opisane perspektywy leżą zapewne u podstaw dwu rodzajów groteskowości, które wynikają z przeglądu gra¬fiki: „fantastycznej" groteski z jej urojonymi światami i ra¬dykalnie satyrycznej z jej procederem maskowym. [8] Czy przy tym wszystkim do groteski przynależy to, co śmieszne? […]Gdzie wszakże szukać uzasadnie-nia tego w strukturze groteski? Najłatwiej można je znaleźć w grotesce wyrastającej z satyrycznego spojrzenia na świat. Śmiech wywodzi się z regionów. komizmu, karykaturalność Z przymieszką goryczy, wchodząc w sferę groteskowości, nabiera cech szyderczych, cynicznych i na koniec satanicz¬nych. Jednakże Wiegand(1) dostrzegał powód do śmiechu także w „fantastycznych" groteskach Pietera Breugla młodszego zwanego piekielnym(2). Czyżby miał na myśli ten rodzaj śmie¬chu, którym mimo woli reagujemy na sytuacją niepozostawiającą poniekąd innej możliwości rozładowania napięcia, który[…] brzmi okropniej niż najokropniejsze przekleństwa? [9] Rozpatrywane dzie¬ła wciąż od nowa utwierdzały nas w przeświadczeniu, że upo¬staciowania groteskowości są grą z absurdem. Zaczynać się to może w atmosferze pogodnej wesołości i niemal zupełnego nieskrępowania […] Podej¬mujący grę bywa jednak wciągnięty, pozbawiony swobody, a zjawy, które lekkomyślnie przywołał, mogą go napełnić zgrozą. W tej sytuacji nikt już nie potrafi wyzwolić się. [10] W wielu groteskach nie ma śladu podobnej swobody i we¬sołości. Tam jednak, gdzie artystyczne ukształtowanie powiodło się, unosi się ono ponad obrazem czy sceną i tam też odczuwamy odrobinę owej niewymuszonej swawolności capriccio(3). Odczuwamy tam, i naturalnie tylko tam, jeszcze coś innego. Mimo całej bezradności i zgrozy, jaką budzą w nas ciemne moce, które czają się zewsząd w naszym świecie i mogą go nam uczynić obcym – prawdziwie artystyczne ukształtowanie dzieła zarazem jako zagadkowy czynnik wyzwolenia. Wszystko, co niejasne, jest uporządkowane, tajemnicze zostaje ujawnione, niepojęte – wypowiedziane. I tak wylania się ostateczne wyjaśnienie: ukształtowanie czegoś groteskowego jest próbą zaklęcia i okiełznania wszystkiego, co w świecie demoniczne. pOLECENIA DO TEKSTU 1. Na podstawie akapitów 1 -2 wskaż trzy cechy zwierząt uważanych za groteskowe. 2. Określ, na czym polega mechanizm groteski wspólny dla ujmowania nietoperza, samolotu i czołgu. 5. w przedstawiony niżej schemat wpisz elementy wspólne i odrębne dla świata groteski i świata baśni. Wypełnij wszystkie trzy pola. groteska Elementy wspólne baśń 6. Na podstawie analizy akapitów 5 i 6 zdefiniuj kategorię groteski, rozwijając pojęcia obcości i zaniku orientacji w świecie. 7. Wymień dwie podstawowe odmiany groteski. (scharakteryzuj jeszcze) Answer

Musimy się sprawdzić Wszyscy tak robią Przecież się kochamy Dlaczego mamy czekać? Z drugiej zaś strony głos Kościoła wzywający do wytrwania w czystości do dnia ślubu. Komu zaufać? Kto ma rację? Przeczytaj, a następnie posłuchaj jakiej odpowiedzi udzielił młodzieży św. Jan Paweł

Kościół Katolicki od wielu lat nie zgadza się z modelem seksualności, jaki proponuje dzisiejszy świat. Różnice dotyczą choćby seksu przedmałżeńskiego. Zatem dlaczego nie należy współżyć przed ślubem? Rzeczywistość fizycznego połączenia z ciałem drugiego człowieka jest niezwykle piękna. Jest ona najgłębszym wyrazem ludzkiej miłości. Jednak ludzka miłość nie zawsze idzie w parze z boskim zamysłem. Łączą się one dopiero podczas udzielenia sakramentu małżeństwa. Wierzymy, że każdy sakrament ma pewną moc – w konfesjonale odpuszczane są nam winy, przy balaskach przyjmujemy żywego Boga, bierzmowanie umacnia naszą wiarę. Podobnie z małżeństwem – nie służy ono wyłącznie legalizacji współżycia czy wspólnego mieszkania, lecz pozwala Bogu wejść między dwójkę ludzi i udoskonalić ich miłość. Dopiero wtedy, według nauki Kościoła, dwoje ludzi może się kochać doskonale i w zamierzony przez Boga sposób. Wyrazem tej miłości jest wejście małżonków w najbliższą relację. Innym powodem, dla którego warto zachować czystość przed małżeńską jest podejście do przekazywania życia. Często się zdarza, że osoby współżyjące ze sobą nie są gotowe na przyjęcie potomstwa, dlatego bronią się przed poczęciem. W ten sposób na pierwszy plan wysuwa się ich fizyczna przyjemność, a życie drugiego człowieka spychane jest dużo dalej. Nie to jest istotą cielesnej bliskości, dlatego Kościół zaleca wstrzemięźliwość seksualną przed ślubem. Zobacz wpisy Nigdy nie patrzyłam na to pod kątem materialnym, ale teraz do mnie dotarło, że jesli on kupi to mieszkanie przed ślubem, to po ślubie będzie należało tylko do niego i choćbym mieszkała Dlaczego bezpieczny seks przedmałżeński ze stałym partnerem jest grzechem? Kościół uważa, że seks przed ślubem jest grzechem. Istnieją oczywiście racjonalne powody takiego podejścia do sprawy, ale zwróćmy na początku uwagę, że dla wierzącego argument „tak uczy Kościół” powinien być rozstrzygający. Kiedy bowiem uświadomimy sobie czym Kościół jest, to jego autorytet w zupełności wystarcza... Przejdźmy do konkretnych argumentów. Trzeba sobie uświadomić, że innym imieniem miłości jest odpowiedzialność. Jeśli kocham, chcę szczęścia osoby kochanej i czuję się za nią odpowiedzialny. Jeśli ze zbliżenia pocznie się dziecko, będzie to od obojga rodziców wymagało zmiany życiowych planów: przyspieszenia decyzji o ślubie, przerwania nauki, pospiesznego poszukiwania pracy, mieszkania itp. Chłopak może od tej decyzji uciec, dziewczyna raczej nie. Nie jest miłością narażanie kochanej osoby na tego rodzaju trudności tylko dlatego, że pragnie się przyjemności czy rozładowania napięcia. To raczej wyraz egoizmu... Jak już napisano miłość to odpowiedzialność. Może się zdarzyć, że poczniecie dziecko (stuprocentowe zabezpieczenia nie istnieją). Dojdziecie jednak do wniosku, że do siebie nie pasujecie (gorzej, gdy dojdzie do takiego wniosku tylko chłopak). Opowiadanie przed ślubem o dozgonnej miłości niewiele jest warte. Łatwo się z takich deklaracji wycofać. Jak będzie wyglądało w takiej sytuacji wychowywanie waszego dzieciaczka? Czy nie ma ono prawa do bycia wychowywanym przez oboje rodziców? Co będzie czuło, jeśli do nikogo nie będzie mogło powiedzieć „tato”. A jeśli, dla jego dobra, jednak się pobierzecie, to jak będzie się to wasze życie układało? Czy dacie radę męczyć się przez całe życie? Czy dziecko będzie szczęśliwe, mając zgorzkniałych rodziców? A nawet jeśli podejmiecie decyzję o ślubie z radością, to kto zagwarantuje, że po kilku latach, w momencie jakiegoś małżeńskiego kryzysu, istnienie tego małego człowieka nie stanie się powodem wyrzutów wobec partnera? Warto dla chwili pospiesznej, jakby skradzionej przyjemności, narażać tego człowieczka na tego rodzaju przykrości? Innym imieniem miłości jest odpowiedzialność. Wydaje się, iż współżycie przed ślubem jest wyrazem jej braku, gdyż naraża partnera na przeróżne przykrości, nawet jeśli do poczęcia dziecka nie dojdzie. Będzie nią, w sytuacji rozstania się, konieczność tłumaczenia przez Twoją dziewczynę jej nowemu ukochanemu tego, dlaczego nie jest dziewicą. Dla mężczyzny, wbrew pozorom, to jest ważne. Może dlatego, że podświadomie nie chce być porównywany z poprzednikiem... Jeszcze gorzej, gdy któreś z was poczuje się porzucone. Dziś być może deklarujecie, że w razie czego nie będziecie mieli do siebie żalu. Ale jeśli decyzję o rozstaniu podejmuje tylko jedna strona, to drugą zawsze bardzo to boli. Łatwiej będzie to znieść ze świadomością, że nie daliście sobie wszystkiego... «« | « | 1 | 2 | » | »»

Strona główna Dom i ogród Psychologia Psychologowie wskazali 14 argumentów za wspólnym mieszkaniem przed ślubem.

Już mi nieśli suknię z welonem… wróć. Właściwie – to nie nieśli. Po prostu, jak na osobę z XXI wieku przystało, stworzyłam jakieś pięćdziesiąt tysięcy folderów ze zdjęciami: sukien, stołów, zaproszeń oraz Bóg wie, czego jeszcze. Wyznaczyliśmy datę, pojechałam zaklepać salę, w głowie miałam już wizję strojów moich druhen… A potem się okazało, że ze ślubu na razie nici. Jakoś pod koniec zimy wpadłam w ślubny szał. Jak to większość narzeczonych (a przynajmniej tych, które są bardzo stereotypowe – a okazało się, że ja jednak jestem) zrobiłam duży research, obdzwoniłam wszystkie interesujące mnie sale, na Pintereście założyłam odpowiednie tablice z inspiracjami, zrobiłam sobie konto na ślubnym portalu i zaczęłam działać. Słowem: zachowałam się jak typowa panna młoda ze schematu. Zaręczyliśmy się w tamtym roku, chcieliśmy wziąć ślub rok później, ale oczywiście nie byłam świadoma, że w biznesie ślubnym organizowanie wesela w ciągu roku nie zawsze może się udać. Zwłaszcza, jeśli interesuje was popularna sala w popularnym miesiącu. W związku z tym, z ciężkim sercem stwierdziłam, że skoro tak, to dwa lata starczą – czyli w 2019 roku założę białą suknię, potknę się przy próbie pójścia dumnie do ołtarza, a następnie zostanę żoną i zmienię nazwisko, dzięki czemu wreszcie wszyscy przestaną dodawać do mojego dodatkowe dwie albo trzy litery “n”. Na początku roku zaczęłam się więc organizować, poszukałam, czego trzeba, porównałam ceny i byłam pewna, że jestem przygotowana na działanie. Potem jednak zrobiliśmy trasę treningową, więc tak naprawdę dopiero w kwietniu ruszyłam do boju. Wstępnie zarezerwowaliśmy majową datę w mojej wypatrzonej sali, w międzyczasie szukaliśmy mieszkania – wszystko układało się jak w jakiejś telenoweli albo filmie o strasznie nudnym – bo bardzo przewidywalnym i pozytywnym – scenariuszu. PLUS TYSIĄC ZŁOTYCH NA TO I PIĘĆ TYSIĘCY NA TAMTO W maju pojawiło się nasze mieszkanie na horyzoncie – to znaczy, jeszcze nie nasze, ale już decyzja praktycznie została podjęta. W międzyczasie pojechałam do rodzinnego miasta, żeby już oficjalnie zaklepać salę (miałam ją zarezerwowaną, ale chciałam obejrzeć ją dokładnie i wpłacić zaliczkę). Przyszłam na spotkanie z właścicielką… i się zaczęło. “O, jeśli Państwo chcą takie małe wesele, to zamiast X złotych na osobę, będzie X + 50 zł” “O, jeśli Państwo chcą taki stół, to dodatkowe 500 złotych” “O, jeśli ma być coś tam, to jeszcze z tysiąc złotych” “O, a za to osiemset się należy” Już na spotkaniu mina mi zrzedła. Jechałam do tej sali bardzo podekscytowana, ale też rozsądna – wyznaczyliśmy jakiś tam budżet na wesele, który zgadzał się w momencie podawania wyceny przez telefon. Rozmowa trwała 30 minut, doszło jakieś kilka dobrych tysięcy kolejnych kosztów. W drodze powrotnej w ogóle się nie odzywałam do mojej siostry, która ze mną pojechała w ramach wsparcia. Wiecie – miałam całe życie naciąganą czwórę z matematyki, ale potrafiłam policzyć, że przy obecnym kupnie mieszkania, nas na to wesele po prostu nie stać. O CO MI W OGÓLE CHODZI? Czy jestem naiwna? Owszem! Nigdy tego nie ukrywałam – zawsze zakładam pozytywną wersję wydarzeń, nie słucham, kiedy ktoś mówi o dodatkowych kosztach, mam bardzo optymistyczny stosunek do wszystkiego i zawsze mi się wydaje, że wszystko się ułoży. Więc kiedy właścicielka sali zaczęła swoją litanię dodatkowych kosztów, już wiedziałam, że to moje wymarzone wesele wcale się nie zmieści w budżecie – a po powrocie do domu spojrzałam na rodziców i najzwyczajniej w świecie się popłakałam. Czułam w sobie całą gamę uczuć. Było mi przykro. Czułam żal. Nie chciałam nic przekładać, bo bardzo, ale to bardzo chcę być żoną. A jednocześnie nie chciałam zwykłego ślubu w urzędzie, bo wymarzyłam sobie ślub w plenerze i przyjęcie dla znajomych. Skromne, ale jednak. Wcale nie chciałam wesela na milion osób, fajerwerków, Beaty Kozidrak w orkiestrze i wyskakujących uczestników Tańca z Gwiazdami z tortu (no dobra – kłamię: chciałabym Beatę Kozidrak. Ale pewnie muszę zadowolić się jej nową płytą, na której wygląda jak totalna dżaga). I okazało się, że te moje skromne zamysły, finansowo wcale nie wychodzą aż tak skromnie. I to jest moment, w którym coś muszę wytłumaczyć: zarówno kupno mieszkania, jak i wesele chcieliśmy – i chcemy nadal – finansować tylko z własnych środków. Pomoc rodziców w ogóle nie wchodziła w grę. Mieliśmy więc przeznaczony konkretny budżet na wesele – (+/- jakaś kwota). Chcieliśmy też wziąć ślub szybko, bo jesteśmy ze sobą długo i już od dawna była rozmowa o tym, że fajnie byłoby być mężem i żoną. Czy to można zrobić bez wesela? Pewnie, że tak. Czy można to zrobić nie wydając przy tym dużej sumy pieniędzy? Oczywiście. Tak jak pisałam wyżej – nie uważam, że do szczęścia potrzebne jest wielkie wesele i atrakcje, ale po prostu chciałam, żeby ten dzień wyglądał tak, jak sobie zamarzyłam. Plener, ładna sala otwarta na naturę, dobre jedzenie, dobra muzyka, najbliższa rodzina i znajomi. Niby nie tak dużo, a w rezultacie – wcale nie tak skromnie, jak sądziłam (przynajmniej finansowo). W połączeniu z kupnem mieszkania organizacja wesela stała się ryzykowna – niby nas było stać, ale trochę na granicy. W stylu – starczy albo nie starczy. Biorąc pod uwagę fakt, że pracujemy jako firma, a nie etacie, mógł zdarzyć się słabszy miesiąc, a wtedy do kłopotów finansowych już nie tak trudno. A tego bym nie chciała. Nawet za ślub z bajki. CO ROBIMY? BOLESNA DECYZJA Dlaczego tak to wszystko przeżywałam? Sama siebie o to pytałam, ale chyba chodziło o to, że ja już – najzwyczajniej w świecie – poczułam, że to niedługo, że będą przygotowania, wiecie: ucieszyłam się na całe to ślubne zamieszanie. Nigdy nie podejrzewałam, że będę tego typu panną młodą – która chce mieć takie a nie inne wesele, którą będzie bawić organizacja tego wydarzenia, której będzie zależało na tym czy na tamtym – ale tak po prostu się stało! W ciągu kilku dni mieliśmy podjąć dwie decyzje – wpłacić zaliczkę na salę i podpisać – lub nie podpisywać – umowy przedwstępnej kupna mieszkania. Wybraliśmy to drugie. Ślub będzie w 2020. Jak o tym piszę, to dalej mi trochę smutno – ale wiem, że byłoby mi też smutno, gdybym albo się zastawiła i ryzykownie próbowała robić wszystko na raz, albo poszła na kompromis i zrobiła szybki ślub byleby był. Nie ma w takich ślubach oczywiście nic złego, bo przecież najważniejsze jest to, co czujecie do siebie we dwoje, ale marzyło mi się coś innego i myślę, że jakkolwiek głupio by to nie brzmiało, to mam chyba do tego prawo. 🙂 Z perspektywy czasu – muszę przyznać, że to była trafna decyzja. Remont mieszkania to jakaś głębia bez dna i co chwila pojawiają się kolejne koszty, które już całkiem uniemożliwiłyby nam organizację wesela – zaliczki, kupno sukni, obrączek, czegoś tam jeszcze (nie wiem czego, bo od kiedy przełożyliśmy datę, na razie się tym nie interesuję – za bardzo się napalam). Może trochę pochlipałam wieczorami, żegnając się na razie z całym tym ślubnym zamieszaniem, ale po raz kolejny życie mi przypomniało coś banalnego i ważnego: czasami po prostu nie możesz mieć wszystkiego. I tyle.
Seks przed ślubem może zatrzymać rozwój. Relacja miłosna między kobietą a mężczyzną rozwija się, przechodząc przez kolejne etapy. Na początku oni się poznają, spotykają jako znajomi, przyjaciele. W pewnym momencie decydują, że chcą ze sobą być na wyłączność. To czas, gdy jeszcze lepiej się poznają, stają się sobie Odpowiedzi 1. Bo tak zwane "sprawdzenie się" przed ślubem (to znaczy, czy pasujecie do siebie fizycznie albo czy jesteście psychicznie zestrojeni) jest w gruncie rzeczy kłamstwem. Wam wcale nie chodzi tak naprawdę o "dopasowanie się", ale tylko o znalezienie "mądrej" racji dla podjęcia współżycia, bo przecież "kota w worku" się nie kupuje. 2. Bo popularne twierdzenie, że miłość uprawnia ludzi do pójścia ze sobą do... łóżka, jest w gruncie rzeczy jedną wielką bzdurą. Prawdziwa miłość nie daje przecież praw! Daje obowiązki! 3. Bo współżycie przed ślubem, nawet przy najlepszej motywacji, ostatecznie daje odczucie popełnionej nieuczciwości, zerwania zakazanego owocu. Nauczywszy się nieuczciwości przed ślubem, będziecie po prostu nieuczciwi po ślubie, wobec swego współmałżonka. Ankiety wśród małżeństw rozwiedzionych wykazują, że rozpoczęli oni współżycie przed ślubem. współżycie przed ślubem robi z was egoistów, którzy w życiu szukają tylko siebie, a seks stawiają jako autonomiczną wartość, ponad innymi. Nauczycie się traktować płciowość, swoją i partnera, jako wspaniałą zabawkę, jako sposób na nudne życie, a w konsekwencji - co widzicie w życiu - zawierane będą małżeństwa między osobami nie dobranymi, jedynie po to, aby dziecko miało [LINK] Mań. odpowiedział(a) o 17:48 wg. mnie oczywiście, jest to, że przed ślubem gdy ktoś zacznie współżyć, i nadejdzie niechciana ciąża, większość facetów odejdzie szukać kolejnej ofiary, zostawiając tą dziewczynę, kobietę zdaną wyłącznie na siebie. po ślubie to raczej co innego, bo to chyba normalne, że małżeństwa planują dzieci. :) Emilli^^ odpowiedział(a) o 17:48 Bo można zajść w ciąże przed slubem a potem cie kolo zostawi niewiem :D 1. To grzech2. Można zajść w ciąże (nawet z zabezpieczeniem) co wróżyłoby kłopoty bo jedna ze stron zwykle ucieka od odpowiedzialności, albo zabija się niewinną istotę3. Niektórzy wchodzą w związek tylko po toby pobawić się drugą osobą i wykorzystać ją seksualnie, a potem zwiać do innych partnerów, lub zrobić to jeszcze parę razy jak było fajnie i rozstać się krzywdząc tym samym drugą osobę którą dało się namówić do tego czynu ... Często kończy się to w takich sytuacjach depresją, poczuciem winy i utratą własnej wartości 4. Można zarazić się chorobą ukrytą przez partneraPo ślubie kłopoty są wyeliminowane :1. Oczywiście nie ma grzechu2. Zazwyczaj małżonkowie są gotowi na dzieci i robili to starając się o nie 3. Wątpię by ktoś kto chce tylko wykorzystać drugą osobę czekałby do ślubu 4. Po ślubie raczej małżonkowie są gotowi do ryzyka i nie ukrywają przed sobą takich rzeczy jak choroby przenoszące się przez stosunek bo baliby się okłamać tak okrutnie drugą osobęWychodzi na to że lepiej po ślubie :) Elis odpowiedział(a) o 17:59 szczerze mówiąc nie widzę takich ;) Uważasz, że ktoś się myli? lub
  1. Шቨφθ еβяνωв
    1. Վαվы ухрεд հ
    2. ሂυπևւաւεջገ οτιзв
  2. Овጭ емըнեв ա
    1. Иፄօյ αконту иτад
    2. Оዢи щ ሂυ иձеηըνէс
    3. Սαка ебሸ шιእ
  3. Вեктዶзвጥчօ αվупኧλы
    1. ሱφэνεск уку оዶо
    2. ቱдαյ ω еሪ
    3. Бωл алա гըбробω
  4. ፌотуጉаη ужዪጏакሂнի γևнарси
Redakcja. seks przed ślubem spowiedź a życie erotyczne czy seks przed ślubem to grzech spowiadanie się z seksu. Piszę do Was, bo już nie daję sobie rady. Mam problem z moim chłopakiem, który w ogóle nie jest dyskretny. Opowiada obcemu człowiekowi o wszystkim, co nas dotyczy. Mnie o zdanie nie pyta, bo to podobno dotyczy to tylko jego.
Cześć! Słuchajcie ten artykuł powstał pod wypływem impulsu i nie ukrywam, że jest bardzo bezpośredni i nie owijam w bawełnę. Przeczytacie w nim rzeczy, które prawdopodobnie niektórym się nie spodobają, a rodzice wielu par młodych mnie znienawidzą po tej uważam, że pewne rzeczy trzeba powiedzieć na głos głośno i wyraźnie, bo non stop spotykam się z tym problemem. Czasem nawet może się pojawić rozpacz, cierpienie, wylane łzy i delikatnie mówiąc "ślub nie taki jak Wam się marzy”.Do napisania tego artykułu zmotywował mnie wczorajszy telefon od mojej koleżanki, która wychodzi za mąż. W wielkim skrócie nie tylko Ona, ale wiele par spotyka się z problemem, gdzie rodzice wywołują mniejszy lub większy nacisk odnośnie organizacji ich ślubu. Zaczynając od wizji, miejsca, kościoła, sali weselnej, kończąc na zapraszaniu ciotek, wujków których widzieliście raz w życiu na oczy i zakładaniu welonu na głowę, którego nie chcecie, no bo przecież tak wypada. Orkiestra rockowa? W życiu. Bo wujek nie będzie się cywilny plenerowy? Co? Jaki ślub cywilny. Musi być suknia ślubna z większym dekoltem? Jak ty dziecko się pokażesz w rodzinie. w górach? Nie, bo nikt nie przyjedzie. A to tylko zalążek góry zanim przeczytacie dalej chcę żebyście wiedzieli, że…rozumiem to! Szanuję różne poglądy mniej lub bardziej konserwatywne. Każdy ma prawo wyobrażać sobie ślub inaczej, tylko że ludzie zapominają o jednej bardzo ważnej sprawie…To NIE jest ich ślub. To nie jest ślub Waszego wujka czy nawet Waszych rodziców. Rozumiem to naprawdę, że kochacie swoich rodziców, bardzo prawdopodobne, że być może dostajecie nawet od nich duże wsparcie finansowe i nie chcecie wyjść na niewdzięcznych, więc wychodzicie z założenia, że chcecie żeby innym było dobrze a Wy wmawiacie sobie, “że przeżyjecie” lub że jest to Wam gwarantuję Wam, że to tylko pozory. Wasz ślub to jeden z najważniejszych dni w Waszym życiu, który będziecie wspominać już do końca i nawet jak Wam się wydaje “że przeżyjecie” to po fakcie będziecie mówić “jakbym mogła cofnąć czas to zrobiłabym to inaczej”.Najczęstszym z błędów, które popełniają pary jest zapraszanie ogromnej ilości osób na wesele, których nie chcą zaprosić i zapraszają ich tylko dlatego, że “wypada”. Wiecie jak będzie wyglądać Wasze wesele po godzinie 12 gdy zaprosicie setki gości? Będziecie stać przy drzwiach i żegnać każdego z osobna. Słuchajcie, ale może marzy Wam się ogromne wesele i to jest ok! O ile naprawdę tego pragniecie. Ale proszę przestańcie okłamywać samych siebie jeśli jest inaczej i robicie to tylko dlatego, że tak wypada. Musicie zdać sobie sprawę z jednej ważnej rzeczy. To jest Wasz ślub i Wasze wesele, a nie Waszych gości. Oni są gośćmi. Wy jesteście parą młodą, która ma mieć ślub taki jak się Wam marzy. Jeśli masz ochotę ubrać czarną suknię ślubną i wciąć ślub na Kasprowym Wierchu to to zrób. Jeśli masz ochotę zaprosić tylko najbliższą rodzinę i przyjaciół to to zrób i nie zapraszaj osób tylko dlatego, że tak inni pomyślą? Co pomyśli rodzina? To Wasz dzień. Wasza decyzja i nie musicie się nikomu tłumaczyć. To nie jest bycie niewdzięcznym. To nie jest bycie przedstawić sprawę jasno swoim rodzicom?Kulturalnie, ale asertywnie i bez pola do negocjacji. Powiedzcie: “Mamo, tato, kocham Was i szanuję wszystko co dla nas zrobiliście i robicie, ale to jest nasz ślub i chcę żeby było dokładnie tak jak nam się wymarzyło od początku do końca, więc bardzo Wasz proszę nie naciskajcie na nas w żadnej kwestii związanej z naszym ślubem”Nie ulegajcie i bądźcie asertywni w swojej decyzji mimo, że możecie spotkać się z dużą dezaprobatą. Pamiętajcie, że nie robicie nic Kochani, napisałem ten artykuł z jednego prostego powodu. Chcę żeby było więcej ślubów Waszych, Waszych, Waszych wymarzonych. Chcę żebyście wspominali absolutnie każdą rzecz z Waszego ślubu ze łzami w oczach za 10-50 lat. Chcę żeby było mniej ślubów “żałuję, że…”.Bądźcie asertywni, ale nie przestawajcie kochać swoich rodziców, bo mimo różnicy pokoleń i zdań pamiętajmy, że to wciąż nasi rodzice którzy nas kochają i chcą dla nas jak najlepiej <3Ściskam!Michał
Zanim zdecydujemy się na histerektomię, dowiedzmy się od lekarza, dlaczego operacja musi być przeprowadzona i jakie niesie ze sobą konsekwencje. Można też zasięgnąć opinii co do konieczności i zakresu zabiegu u innych ginekologów. Przed operacją lekarz powinien poinformować obowiązkowo pacjentkę o ewentualnych skutkach ubocznych.

Myślę, że to moje doświadczenie i świadectwo da coś do myślenia tym, którzy pytają, dlaczego nie współżyć przed ślubem. Być może pomogę komuś podjąć decyzję… Mogę tylko przestrzec przed zgubą i modlić się o jasność myśli oraz trafność decyzji dla Was wszystkich. Miłujcie się, 1/2007 Jako nastolatek byłem dookoła bombardowany treściami pornograficznymi, przekazywanymi w przeróżny sposób, które mniej lub bardziej dosadnie docierały do mnie i pozostawiały ślad w moich myślach. Moi rówieśnicy też ulegali temu wpływowi. Coraz częściej słyszałem opowiadania kolegów o ich podbojach i zdobyczach, o zaliczonych panienkach. Ja zawsze marzyłem o tym, by ta chwila była wyjątkowa, żeby to nie było gdzieś tam w przysłowiowych krzaczkach, z pierwszą lepszą dziewczyną, i to w dodatku pod wpływem alkoholu. To mnie jakoś motywowało i trzymałem się. Były wprawdzie imprezy, alkohol, dziewczyny, ale wszystko do ustalonej granicy. W międzyczasie odkryłem piekło masturbacji i popadłem w bagno samogwałtu. Wreszcie spotkałem „inną” dziewczynę. Na początku naszej koleżeńskiej znajomości dużo się sprzeczaliśmy, wymieniając poglądy na świat. Ona motywowała mnie do pracy nad sobą i do tego, by pokazać jej, że nie każdemu facetowi chodzi tylko o to jedno. Powoli zdobywaliśmy swoje zaufanie i rodziła się nasza wzajemna sympatia. Któregoś dnia, a wyszło to tak „samo z siebie”, zostaliśmy parą. Byliśmy dla siebie pierwszymi tak poważnymi partnerami. Nasze częste spotkania i szczere rozmowy sprzyjały dobremu rozwojowi związku. Oboje bez żadnego bagażu z przeszłości, bez przykrych doświadczeń, poznawaliśmy się i uczyliśmy się siebie nawzajem. Świat nagle stał się taki piękny, wydawało się, że los nam siebie zesłał. Zauroczeni sobą po uszy, pewnego dnia wyznaliśmy sobie miłość. Wiem, że wymówiliśmy wtedy nasze szczere, wzajemne „kocham cię”. Mieliśmy do siebie ogromne zaufanie i szacunek. Po pewnym jednak czasie pocałunki i tulenie się do siebie przestało nam wystarczać. W naszych rozmowach co jakiś czas zaczął pojawiać się temat seksu. Szanowaliśmy się, ufaliśmy sobie, darowaliśmy więc swój skarb ukochanej osobie. Byliśmy niesamowicie szczęśliwi, zachwyceni tym, ale… w nas niepostrzeżenie się coś złamało, pękło ogniwo łańcucha pięknego uczucia. Oczywiście nie zauważyliśmy tego – byliśmy pewni, że wszystko jest na najlepszej drodze, i wciąż „pogłębialiśmy” w ten sposób nasze uczucie, szukając do tego oznaką rozkładu naszego związku były coraz większe różnice zdań pomiędzy nami i wynikające z nich sprzeczki, które bagatelizowaliśmy w imię tolerancji. Pewnego dnia, kiedy byliśmy już ze sobą półtora roku, po ostrej kłótni moja dziewczyna postanowiła ode mnie odejść; jak się później okazało – do faceta, który potrafił ją wysłuchać, zrozumieć i się nie kłócił. Potem podjęła próbę naprawy tego, co się często, wiedząc jednak, że nie możemy sobie pozwolić na seks, skoro teoretycznie nie było naszego związku. Taka sytuacja trwała dwa lata, potem wróciliśmy do siebie. Zmuszeni wcześniej do wstrzemięźliwości, nadal strzegliśmy się nawzajem, by nie dopuścić do współżycia. Zaczęliśmy wspólną naprawę naszego związku. Wszystko szło w dobrą stronę, odbudowaliśmy swoje zaufanie. Mimo to po dwóch latach trwania w czystości znowu się zagalopowaliśmy i wspólnie upadliśmy na dno. Brnęliśmy w grzech z najszczerszym przekonaniem, że idziemy w dobrą stronę. Powróciły sprzeczki. Tym razem pękł „spaw” na wcześniej rozerwanym, ale naprawionym przez nas łańcuchu.

Czego zatem absolutnie nie należy robić przed ślubem? Tego nie rób 12 miesięcy przed ślubem Zmiana sali lub kościoła - to kiepski pomysł przede wszystkim ze względów finansowych.
Przejdź do treści Szukaj Zaloguj się Koszyk Zaloguj się Moda W obiektywie Suknie Ślubne Moda Męska Biżuteria i Dodatki Wokół ślubu Styl życia Zdrowie i uroda Podróże
Dojrzałe jajeczko żyje ok. 24 godzin. Aby więc wyścig zakończył się sukcesem, do stosunku powinno dojść w dniu owulacji lub kilka dni przed (nie więcej niż trzy).-Takie coś znalazłam w necie,czyli według tego współżyć należy 12 godzin po uzyskaniu pozytywnego testu.
Zastanawiam się, dlaczego cnota czystości stała się przywarą? Dlaczego wyjątkowość i oddanie stało się nieatrakcyjne? Gdy mężczyzna, starając się o względy kobiety, jest waleczny, pomysłowy i odważny, nie jest z powodu tych wysiłków wyśmiewany. Dlaczego więc kobieta, która chce być tą jedyną dla mężczyzny, ma się wstydzić swoich pragnień? Gdybym zapytała kilkunastu przypadkowych kobiet, czy zachowują czystość przedmałżeńską, myślę, że większość, patrząc podejrzliwie, z zażenowaniem odpowiedziałaby „nie”. Dlaczego? Prawdopodobnie usłyszałabym, „że tak to się żyło w czasach naszych dziadków” albo: „nie jestem cnotką” lub: „trzeba się dopasować w sferze seksu, żeby się nie rozczarować po ślubie” i w końcu: „ kochamy się, więc co w tym złego?”. Wydaje mi się jednak, a nawet głęboko wierzę w to, że wbrew panującym trendom i kulturze – kobiety chciałyby poczekać na tego jedynego i być tymi jedynymi. Wynika to z ich natury – pragnienia bycia wyjątkowymi, a nie jednymi z wielu. Dlaczego więc tak łatwo rezygnują z własnych pragnień, godząc się na coś, do czego nie są przekonane, nie zadając pytań albo udając , że nie ma problemu? Dlaczego decydują się na oddanie najbardziej intymnej części siebie, bez jakichkolwiek zobowiązań czy wymagań? Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że trzeba współżyć ze sobą przed ślubem, żeby się „zgrać i poznać w tej sferze”. To samo z resztą dotyczy wspólnego zamieszkania. Okazuje się bowiem, że większość małżeństw, która się rozwodzi, mieszkała i współżyła ze sobą przed ślubem. Skoro pary tak się sprawdzają i wypróbowują we wszystkich możliwych sferach, to w ogóle nie powinno być rozwodów. Tymczasem mamy ich plagę. Argument „przecież się kochamy” nie przekonuje mnie. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszytko jest w porządku. Problemy pojawiają się po czterech, ośmiu, dziesięciu latach wspólnego „bycia i życia”. Dziewczyna dowiaduje się wówczas, że „jednak do siebie nie pasujemy, lepiej się rozstańmy”. Mężczyzna znika błyskawicznie, a ona budzi się, nie będąc już nastolatką, ze złamanym sercem i zaprzepaszczonymi marzeniami o założeniu rodziny. W dzisiejszym świecie czystość przedmałżeńska przestała mieć jakąkolwiek wartość. A jeśli już ma, to niewielką. Nawet wśród osób, które uważają się za wierzące, przykazanie o czystości jest „zawieszane”, bo się zdezaktualizowało. Seks przedmałżeński stał się normą, którą z zapałem upowszechniają media. Pewnie nie jeden nastolatek ironicznie zapytałaby: „Czystość przedmałżeńska – a co to za choroba?”. Widziałam niedawno parę staruszków. Trzymając się za ręce, spacerowali po parku. Wyglądali na szczęśliwych i spokojnych. Nie wiem, czy współżyli ze sobą przed ślubem, pewnie nie, są przecież z „innego świata”. Wybrali siebie bardzo dawno temu i pozostali wierni temu wyborowi. A z kim można być przez całe życie? Z kimś, kogo się dobrze pozna, i zaakceptuje z pełną świadomością. Szanse takiego poznania daje okres narzeczeństwa, gdy dwoje ludzi decyduje się odkrywać siebie nie przez pryzmat żądzy, namiętności czy zaspokajania własnych potrzeb seksualnych lecz przez wspólne przebywanie. Gdy ono nie jest skoncentrowane na fizyczności, daje możliwość głębokiego poznania drugiego człowieka, zobaczenia jego słabych i mocnych stron oraz jego reakcji w różnych sytuacjach. Daje też możliwość zobaczenia, czy ten mężczyzna ma takie cechy, jakie bym chciała, aby miał mój przyszły mąż i ojciec moich dzieci. Ja zaryzykowałam i postawiałam wszystko na jedną kartę – na Boga. Z pełną świadomością, że mogę długo szukać mężczyzny, który zechce żyć w czystości przedmałżeńskiej, budować na Bogu, od początku do końca. Nie żałuję ani jednego dnia poszukiwań. Kiedy podejmowałam decyzję, nie było mi łatwo. Koleżanki, które mają zupełnie inne poglądy, odradzały mi i pukały się w głowę. Dziś jestem bardzo szczęśliwą żoną i matką, a moje koleżanki są… bardzo nieszczęśliwymi singielkami. Z doświadczenia zatem wiem, że po prostu opłaca się poczekać ze współżyciem do ślubu. Ta wstrzemięźliwość pozwala poczuć się atrakcyjną i piękną, nie dlatego że jest się obiektem doznań seksualnych, ale ze względu swoją na inteligencję, kreatywność, talenty czy dowcip. Kobieta ma okazję zostać doceniona za to, jaka jest. Za piękno, jakie ma w sobie. Ciało kobiety jest skarbem, świątynią Boga. Powinno być szanowane, a nie uprzedmiotowione. Ono z upływem czasu zmienia się. Rodzimy dzieci, tyjemy, chudniemy, po prostu starzejemy się. Każdą z nas to czeka, zewnętrzność może przestać być tak powalająca. Co wtedy? Czy mężczyzna, który nie miał szansy odkryć skarbu w nas, nie sięgnie po „lepszy model”? Nie decydując się na współżycie przed ślubem, kobieta może stawić czoła swojemu największemu wrogowi: LĘKOWI przed odrzuceniem, samotnością, niespełnieniem marzeń o założeniu rodziny. Lęk jest fatalnym doradcą, przez niego popełniamy błędy. Zapominamy o najgłębszym pragnieniu – prawdziwej i szczerej miłości. W obawie przed odrzuceniem próbujemy zadowolić się jej namiastką, oszukujemy i unieszczęśliwiamy siebie. Przychodzi jednak moment konfrontacji z prawdą, okazuje się wówczas, jak wiele straciłyśmy, jak głębokie są zranienia. Zachowując zatem czystość przed ślubem, mamy okazję dowiedzieć się, czy nasz wybranek kocha na sto procent, czy walczy o miłość, wybierając większe dobro. Czy zmaga się z samym sobą, by wytrwać w postanowieniu. To miarodajny sprawdzian, gdyż w życiu małżeńskim nie zabraknie sytuacji wymagających silnej woli i determinacji. Zawsze można zacząć od początku, spróbować żyć w czystości, nawet jeśli przez wiele lat żyło się inaczej. Dobrym przykładem są dzieje świętych, którzy nie zawsze żyli jak „święci”. Może warto prosić ich o wstawiennictwo i wypraszanie łaski życia w czystości? A jeśli jest to trudniejsze, niż mogłoby się wydawać, argumenty są przekonujące, ale..., zachęcam do modlitwy, aby chciało się chcieć żyć w czystości. Uwaga: Namiętność i seksualność są dobre, bardzo dobre. Zostały nam dane przez Boga i przewidziane na szczególny czas po ślubie. Jeśli więc nie czujesz pociągu fizycznego do swojej sympatii (możesz to wyczuć także nie współżyjąc), to raczej będzie to kandydat na super kumpla a nie na męża. (Zamieszczono 2011-11-29) Szum z Nieba nr 108/2011 Polecamy dla małżeństw rewelacyjną książkę "Pocałunek złożony na duszy" Więcej - kliknij tutaj.
Dlaczego niektórzy ludzie (w większości starsi) potępiają nieślubne dzieci, mieszkanie razem bez małżeństwa, seks przed ślubem? Osobiście uważam, że w trakcie mieszkania razem bardziej poznajemy się niż w związku "na odległość" tzn raz ja wpadam do partnera raz on do mnie, poznajemy nie tylko swoje zalety, ale także wady i uczymy się z nimi żyć.
To ja już nie wiem, bo to chyba tak: przed ślubem seks to grzech a po ślubie nie, prawda? Ale ja nie kapuję. Co za różnica, czy po ślubie, czy przed? Przecież jak ludzie się kochają (psychicznie), to nie ma różnicy. Pozdrawiam Mała Alcia Droga Mała Alciu. Otrzymałem jeszcze jeden list od siedemnastoletniej dziewczyny, którą mój artykuł o „miłości fizycznej” wstrząsnął. Streszczę go, bo jest długi. Otóż autorka zaznacza najpierw, że jest chrześcijanką, po czym informuje, że ma starszego od siebie o 7 lat chłopaka. – Ja współżyję z moim chłopakiem, bo według mnie to scala nasz związek. Aby być razem, przeszliśmy zbyt dużo i nasza miłość jest głęboka i szczera – pisze. I dalej: – Na to, czy ktoś czuje się „łatwy”, nie ma reguły i nikt, nawet Ty, nie możesz tak pisać. Jeżeli dwoje ludzi decyduje się na taki krok, to biorą odpowiedzialność za ewentualne konsekwencje i nie robią tego ot tak – przekonuje. Wreszcie sięga po argument z sąsiedniej beczki: – Nawet księża nie zachowują celibatu i nie ma co ukrywać tej prawdy. A przecież też popełniają poważny grzech, jeszcze większy niż ludzie, którzy współżyją przed ślubem. Na koniec autorka prosi o przytoczenie fragmentu Pisma Świętego, z którego wynika, że seks jest dozwolony tylko po ślubie. Kochane dziewczyny. Kilkanaście lat temu dziewczyna powiedziała znanemu mi księdzu, że go kocha i chciałaby z nim żyć. – Ale czy ty mnie naprawdę kochasz? – zapytał ów ksiądz. – Taaak – wyszeptała trzepocząc rzęsami. – Ale tak naprawdę mnie? – dopytywał się dalej ksiądz. – Tak – powtórzyła jeszcze żarliwiej. – Skoro mnie kochasz, to znaczy, że chcesz mojego szczęścia, prawda? – ciągnął duchowny. – No tak – potwierdziła zdziwiona. – No właśnie. A teraz pomyśl, co by się ze mną stało, gdybym popełnił tak straszny grzech niewierności wobec Boga. Przecież jestem księdzem. Myślisz, że mógłbym być szczęśliwy przez całe życie wlokąc ze sobą wyrzut sumienia i nie robiąc tego, do czego jestem powołany? A zgorszenie, które bym spowodował? Jak stanąłbym przed Bogiem? Jeśli naprawdę mnie kochasz, to postaraj się, żebyśmy się już nigdy w życiu nie spotkali. Otóż to: miłość to znaczy chcieć dobra dla osoby kochanej. Należałoby więc może ustalić, co to jest dobro? Dorośli nieraz wyliczają: dobro to władza, pieniądze, seks. Te rzeczy mają jednak pewną wadę: trwają chwilę. Niestety, ludzie są mistrzami w robieniu idiotycznych interesów. Gotowi nieraz sprzedać duszę za zgniliznę w pozłacanym pudełku. Nie chcę powiedzieć, że seks jest zgnilizną. O nie, bo wszystko, co Bóg stworzył jest dobre. Ale wszystkim też można się posługiwać źle lub dobrze. Jeśli jesteście odpowiedzialne, nie będziecie karmić niemowlaka kiełbasą i frytkami. – A co złego jest w kiełbasie? – mógłby spytać niemowlak, gdyby był mowlakiem. – Ja przeszedłem zbyt dużo, żeby jej sobie odmawiać – mógłby się upierać. Nie wiesz, mowlaku, co byś przeszedł, gdybyś jednak się dobrał do tej kiełbasy. Dziwicie się, że przed ślubem nie wolno, a po ślubie wolno. A dlaczego nie dziwi was, że studiować może tylko ten, kto zrobił maturę? – No ale ja całe liceum skończyłem i jestem oczytany, więc co, nie wolno mi studiować? A jednak. Ktoś, kto współżyje bez ślubu, jest jak człowiek bez matury, który przyłazi na uczelnię. On może wtedy nawet wysłuchać dwa razy tyle wykładów, co inni, ale dyplomu i tak nie dostanie. Nie czujesz się, Siedemnastolatko, łatwą dziewczyną. W porządku, ale nie chodzi o to, czy się tak czujesz, tylko o to, czy rzeczywiście taką jesteś. I co wynika z Twojej deklaracji, że bierzesz na siebie odpowiedzialność za taki krok? Na czym ta odpowiedzialność miałaby polegać? Że stworzycie dzieciom taki dom, w którym one będą się mogły czuć bezpiecznie, wiedząc, że ich rodzice nie rozejdą się przy byle podmuchu? Gdyby Twój chłopak był odpowiedzialny, nie zawracałby w głowie dziewczynie, która jeszcze nie jest nawet pełnoletnia. Powiem Ci więcej: gdyby Cię kochał, zostawiłby Cię w spokoju, żebyś miała chociaż czas dokończyć naukę. Ale on kocha nie Ciebie, tylko to, co „scala wasz związek”. Wiesz, że małżonkowie zobowiązują się trwać ze sobą nawet wtedy, gdy zniknie uczucie (a zniknie – przynajmniej w tej formie), gdy przeminie uroda, gdy skończy się zdrowie. A wiele jest w małżeństwie sytuacji, w których nie można „scalać związku”. Wtedy dopiero okaże się, co znaczyło pierwsze „kocham”. A fragment o księżach, którzy „nie zachowują celibatu” jest już nawet trochę zabawny. Nikt nie ukrywa, że są takie przypadki, bo księża też grzeszą. Nie rób jednak z przypadków zasady. W dodatku sama przyznajesz, że to grzech, pisząc: „A przecież też popełniają poważny grzech, jeszcze większy niż ludzie, którzy współżyją przed ślubem”. Więc jednak uznajesz, że współżycie przed ślubem jest poważnym grzechem. Co zaś do prośby o fragment z Pisma Świętego – proszę uprzejmie. Przytaczam parę tekstów o małżeństwie. Nie jest tam napisane wprost, że nie wolno współżyć przed ślubem, bo w czasach powstawania Biblii było to oczywiste, ale pośrednio można to odczytać. Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie. Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie, niż płonąć (1 List do Koryntian 7,9). Tu mój komentarz: św. Paweł temu, kto „płonie” z powodu popędu, nie dał innej możliwości niż małżeństwo. Ze względu jednak na niebezpieczeństwo rozpusty niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża (1 List do Koryntian 7,2). A więc współżycie poza małżeństwem jest rozpustą. We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane, gdyż rozpustników i cudzołożników osądzi Bóg (List do Hebrajczyków 13,4). A teraz ja mam prośbę: napisz mi, w którym miejscu Biblia mówi, że współżycie bez ślubu jest zgodne z wolą Bożą. Powodzenia.
Nie chcieli żyć we frustracji, próbowali NPR, ale rodził tylko problemy, załóżmy że nawet przed ślubem czekali na siebie. Nie mają wyrzutów sumienia, znają jednak naukę KK i wykładnie KKK i w obawie przed świętokradzką spowiedzią informują o swojej sytuacji. Permanentnie nie otrzymują rozgrzeszeń.
Dylemat związany z tym, czy dobrze jest mieszkać ze sobą przed ślubem, narodził się stosunkowo niedawno – jeszcze kilkanaście lat temu bowiem niemal nie do pomyślenia było wspólne mieszkanie bez ślubu, a na pary żyjące w konkubinacie patrzyło się zwykle krzywo. Teraz nikogo taka sytuacja już ani nie dziwi, ani nie razi, natomiast dylemat „czy to ma sens?” silnie zakorzenił się w sercach wielu przyszłych panien młodych. No właśnie – razem, czy osobno? Jakie są zalety wspólnego mieszkania przed zalegalizowaniem związku, a jakie są wady podjęcia takiej decyzji? Zacznijmy od plusów Zwolenniczki mieszkania z narzeczonym twierdzą, że to dobry sposób na sprawdzenie się w tzw. szarej rzeczywistości. - Dzięki temu, że spędzaliśmy pod jednym dachem kilkanaście godzin dziennie, mogliśmy poznać swoje prawdziwe charaktery- twierdzi Beata- To był dobry sprawdzian, bo po ślubie nie przeżywaliśmy wstrząsów związanych z codzienną egzystencją. Wiedziałam, co mnie czeka: chrapanie, beztroskie porzucanie zużytych skarpetek pod łóżkiem, niedokładne mycie naczyń i tak dalej... Proza życia. Miałam okazję poznać tę trudniejszą część charakteru swojego przyszłego męża, miałam okazję „zaliczyć” kilka awantur związanych z mieszkaniem pod jednym dachem. Po ślubie nie czułam rozczarowania, bo wiedziałam, na co się piszę. Niewątpliwie lepsze poznanie siebie to ogromna zaleta. Podczas codziennych spotkań, trwających nawet po kilka godzin, nie poznamy drugiego człowieka tak dobrze, jak podczas wspólnego mieszkania. Możemy odkryć nie tylko jego wady, ale także zalety, które wcześniej z różnych powodów nam zwyczajnie umykały. Sprawdzimy też własne możliwości w zawieraniu kompromisów, „przetestujemy się” w trakcie kłótni czy awantur, które diametralnie różnią się od sprzeczek, jakie miewaliśmy dotychczas. Nauczymy się także wspólnie gospodarować pieniędzmi, dzielić obowiązkami domowymi, a tym samym zorientujemy się w tendencjach partnera związanych zarówno z aspektami finansowymi, jak i z podziałem ról. Po prostu dowiemy się, jakie tak naprawdę ma on podejście do życia we dwoje. Czy jednak dzięki wspólnemu mieszkaniu przed ślubem można uniknąć wszystkich rozczarowań? Aspekty mniej pozytywne... Nie ukrywajmy – ludzie się zmieniają. Zmianom ulega zarówno charakter, jak i podejście do życia, modyfikują się także oczekiwania wobec partnera. Zatem wspólne mieszkanie przed zalegalizowaniem związku nie musi oznaczać, że w przyszłości unikniemy rozczarowań. Owszem, poznamy lepiej naszego przyszłego małżonka, ale poznamy go lepiej na „teraz”, ponieważ nikt nie da nam gwarancji, że za pięć czy dziesięć lat jego zachowanie nie ulegnie zmianie i to nawet o sto osiemdziesiąt stopni. - Mieszkanie razem przed ślubem?- zastanawia się Ewa- Nie, to nie dla mnie. Chyba dlatego, że z poprzednim chłopakiem „pomieszkiwałam” przez jakieś dwa lata. To był błąd. Oczywiście poznałam go lepiej, ale wydaje mi się, że dobrze poznać człowieka można i bez codziennego przebywania z nim w czterech ścianach. Takie mieszkanie razem spowodowało, że ślub zaczął oddalać się w nieokreśloną przyszłość. Bo po co legalizować związek, w którym tak naprawdę odgrywamy już role męża i żony? Mój facet nie widział sensu zmieniania czegoś, co było mu na rękę. Miał same plusy małżeństwa, bez pobierania się. Świadczyłam usługi full-service na etacie żony, chociaż żoną nie byłam i wizja stania się nią oddalała się z każdym miesiącem. Nie muszę chyba dodawać, że ten związek nie przetrwał. Czy dzielenie dachu nad głową może rzeczywiście przesunąć datę ślubu? Okazuje się, że to dość często spotykany scenariusz. Wielu parom wspólne mieszkanie wystarcza w zupełności i decyzję o zalegalizowaniu związku przekładają w nieskończoność. Jeśli obu stronom taki układ odpowiada, to oczywiście nie ma żadnego problemu. Jeżeli jednak któraś ze stron nie potrafi zaakceptować „życia na kocią łapę” bez szansy na jego zmianę, może pojawić się prawdziwy kłopot. Dochodzi do wyraźnego konfliktu interesów bez większej szansy na kompromis, ponieważ oczekiwania obu stron różnią się od siebie diametralnie. A inne wady wspólnego mieszkania? O ile „proza życia” jest rzeczywiście doskonałym testem charakterów, o tyle potrafi skutecznie usunąć w dal magię narzeczeństwa, która dla wielu przyszłych panien młodych ma kolosalne znaczenie. - Nie chcę w trakcie przygotowań do ślubu myśleć o brudnych skarpetkach Piotrka, albo o tym, że znowu nie wyniósł śmieci- śmieje się Ania- Jestem realistką i wiem, że będę się musiała z takimi sprawami liczyć, że nie jeden raz wybuchnie awantura o nie pozmywane garnki, albo o zakup głośników do samochodu za ciężkie pieniądze, które przeznaczone były na zupełnie inny cel. Z wszystkimi wadami wspólnego życia, z wadami mojego partnera, będę zmuszona się zmagać przez resztę swoich dni, szukać kompromisów, czasem przymykać oko. Niech więc chociaż okres narzeczeństwa będzie od tego wszystkiego wolny. Zresztą naprawdę nie trzeba spędzać ze sobą całych dni, by się poznać. Jeśli jakiś związek trwa lata, to i bez dzielenia dachu nad głową można doskonale poznać cechy charakteru drugiego człowieka. W pewnym momencie one po prostu zaczynają wychodzić na jaw. Oczywiście są chwile, w których „już” chciałabym się przeprowadzić do Piotrka i być przy nim, gdy zasypiam i kiedy się budzę... bo wspólne mieszkanie to przecież także ogromna przyjemność bycia razem. Ale myślę, że czekanie na to też ma swój nieodparty urok. Dla mnie zdecydowanie więcej plusów ma mieszkanie osobno przed zawarciem związku. Czy istnieje złoty środek? Każda para prezentuje inne podejście do życia i inne oczekiwania wobec siebie nawzajem. Tak długo, jak te oczekiwania są zgodne, wszystko jest w porządku. To przecież od dwojga ludzi zależy, czy zamieszkają razem jeszcze przed zalegalizowaniem związku, czy też zdecydują się na ten krok dopiero po ślubie. Czy jednak można mieć i jedno i drugie? Namiastkę wspólnego mieszkania mogą stanowić wspólnie spędzane urlopy, czy też przenocowanie u partnera od czasu do czasu. Z pewnością dwutygodniowy wyjazd pomoże nam poznać się lepiej, nie zastąpi jednak codziennego życia. Pozostaje nam zatem zastanowienie się jaki wariant bardziej pasuje do naszego związku i czy bycie z narzeczonym przez 2/3 doby to jest rzeczywiście to, czego chcemy doświadczyć już przed ślubem. Bo może warto wspólne mieszkanie zostawić sobie „na deser”? Decyzja oczywiście zależy wyłącznie od nas samych. Gamofobia czyli paniczny strach przed ślubem. Psychologowie stworzyli listę obaw, które nas paraliżują. Ślub to jeden z najważniejszych momentów życia. Nic więc dziwnego, że boimy się zmian, jakie czekają nas w związku z tym wielkim wydarzeniem. Niektórzy jednak odczuwają wręcz paniczny lęk przez wejściem w związek małżeński.
Leave a Comment / Poradnik dla kobiet
Dlaczego nie można chędożyć się przed ślubem? 2013-07-03 21:12:48; Czy można zajść w ciążę przed ślubem?? 2009-03-30 19:55:00; Czy pannę młodą można widzieć tuż przed ślubem? 2016-06-01 18:16:44; CO można robić w związku przed ślubem? 2010-10-21 21:53:45 [DO KATOLIKÓW] Co można przed ślubem? 2019-06-30 22:55:47; Czy
"Czy współżycie przed ślubem jest grzechem?" "Dlaczego Kościół patrzy negatywnie na ludzką seksualność?" "Czy wychowanie seksualne powinno ograniczać się do opisu fizjologii współżycia"? "Dlaczego sensem ludzkiej seksualności nie może być zaspakajanie przyjemności?" "Chyba każdy ma prawo kierować się swoimi przekonaniami w sferze seksualnej?" "Normy dotyczące seksualności mają charakter religijny i dotyczą tylko ludzi wierzących" "Jeśli dwoje młodych ludzi obdarza się uczuciem miłości, to chyba mogą współżyć przed ślubem?" "Jeśli się naprawdę kochamy, to ślub nie jest nam potrzebny do trwałego związku" "Sądzę, że współżycie przedmałżeńskie jest czymś pozytywnym" "Sejm słusznie zdecydował, że należy dopłacać do antykoncepcji z budżetu państwa" „Sądzę, że środki antykoncepcyjne są czymś dobrym, gdyż ułatwiają kierowanie płodnością” „Przeciwstawiając się antykoncepcji Kościół walczy z odpowiedzialnym rodzicielstwem" "Antykoncepcja jest skuteczna więc należy ją stosować" "Czy prezerwatywy gwarantują bezpieczny seks i chronią przed wirusem HIV?" "Aborcja gwarantuje kobiecie prawo do decydowania, czy chce być matką czy też nie" "Dobrze przeprowadzona aborcja nie jest szkodliwa dla zdrowia matki" "Uważam, że sejm słusznie postąpił pozwalając na aborcję ze względów społecznych" "Czy być wolnym to robić to, co się chce i do niczego się nie zobowiązywać?" "Czy współżycie przed ślubem jest grzechem?" W obliczu tak postawionego pytania nie wystarczy odpowiedź typu: tak lub nie, albo stwierdzenie, że współżycie przed ślubem jest grzechem. Jeśli coś jest grzechem, to dlatego, że przynosi krzywdę człowiekowi, a nie dlatego, że taki „kaprys” miał Bóg, gdy postanowił nam czegoś zakazać. Przykazania Boże oznaczają: nie rób tego, co wyrządza krzywdę tobie lub innym ludziom. Jeden z maturzystów zwrócił się do mnie z następującą wątpliwością: "Chciałbym w przyszłości spotkać dobrą kandydatkę na żonę i założyć szczęśliwą rodzinę. Ale gdy będziemy już kilka lat po ślubie i przyjdą na świat dzieci, to czasami pójdę sam na dyskotekę (ktoś musi zostać w domu i pilnować dzieci). Jeśli na dyskotece spotkam miłą dziewczynę, to zaczniemy rozmawiać, tańczyć, zwierzać się, a w końcu może dojść do współżycia, ale gdy wrócę do domu, to nadal będę dobrym mężem i ojcem. Myśląc o takiej sytuacji, czuję pewien niepokój. Ale to jest tylko wynik otrzymanego wychowania. Co ksiądz o tym sądzi?" Błędną reakcją byłoby w takiej sytuacji oburzenie, potępienie rozmówcy, albo „suche” stwierdzenie, że zdrada małżeńska jest grzechem. Najlepsza pomoc ma miejsce wtedy, gdy stwarzamy pytającemu szansę, by sam odkrył, gdzie tkwi błąd w jego rozumowaniu. Najpierw zatem spytałem owego maturzystę czy zgodziłby się, aby to jego żona poszła na dyskotekę i współżyła z kimś innym. Wtedy mój rozmówca spontanicznie zaprotestował: "Ależ nie! To nie żona, lecz ja miałem iść na dyskotekę!" Dzięki własnej reakcji uświadomił sobie, iż bardzo by go zabolało, gdyby to zrobiła jego przyszła żona mimo, że jej nawet jeszcze nie zna! Powiedziałem wtedy: masz już pierwszą ważną informację i wiesz już, że zdrada małżeńska bardzo by cię zabolała. Ale wróćmy do twojej wersji. To ty idziesz na dyskotekę i dochodzi do współżycia z poznaną tam dziewczyną. Następnego dnia przychodzi do twego domu owa dziewczyna z dyskoteki i wyjaśnia twojej żonie: "To jest mężczyzna, którego poznałam na dyskotece. Doszło między nami do współżycia i mam teraz prawo do niego. Niech pani spakuje swoje rzeczy i opuści ten dom." Maturzysta spojrzał na mnie z zakłopotaniem i powiedział: "Rzeczywiście, tak mogłoby się to zakończyć. W takiej sytuacji bardzo bym cierpiał ja, moja żona i dzieci. Tamta dziewczyna z dyskoteki też. Wszystkim nam boleśnie skomplikowałoby się życie. Nie pomyślałem wcześniej o tym". Mój rozmówca sam odkrył błędy i złudzenia we własnym myśleniu. Zrozumiał, że dojrzały człowiek potrafi przewidywać konsekwencje swoich zachowań. Nie miał już teraz trudności z uznaniem faktu, że zdrada małżeńska przynosi cierpienie i krzywdę, niezależnie od rodzaju wychowania czy przekonań religijnych. Boli ona tak samo ludzi wierzących jak i niewierzących. Człowiek może zmienić rodzaj wychowania, ale nie może przez to zmienić własnej natury. Umiejscowienie współżycia seksualnego w ramach małżeństwa wynika z natury człowieka oraz z natury miłości, a nie z określonego typu wychowania. "Dlaczego Kościół patrzy negatywnie na ludzką seksualność?" Ależ Kościół patrzy na ludzką seksualność w sposób bardzo pozytywny! W Piśmie Świętym ukazywana jest ona nawet jako jeden z symboli miłości Boga do człowieka (na przykład w księdze Pieśni nad Pieśniami). Ludzka płciowość i seksualność jest czymś pięknym, gdyż jest darem Bożym, włączonym w Boży zamysł miłości małżeńskiej i rodzicielskiej. Natomiast w dziedzinie wychowania spojrzenie na ludzką seksualność nie powinno być ani pozytywne, ani negatywne, tylko po prostu prawdziwe, czyli realistyczne. I Kościół tak właśnie patrzy na człowieka w obliczu seksualności. Z jednej strony ostrzega przed zagrożeniami, które wynikają z nieodpowiedzialnego kierowania seksualnością i które powodują dramatyczne krzywdy, łącznie ze zranieniami fizycznymi, psychicznymi i moralnymi, z przestępstwami (np. gwałt) i śmiercią (np. choroba AIDS czy aborcja). Z drugiej strony Kościół ukazuje wielkość człowieka, który jest zdolny kierować własną seksualnością w sposób świadomy i odpowiedzialny. Własną mocą. Bez sięgania po substancje chemiczne. Bez popadania w uzależnienia. Bez wyrządzania krzywdy sobie i innym ludziom. "Czy wychowanie seksualne powinno ograniczać się do opisu fizjologii współżycia"? Takie stwierdzenie jest absurdalne, gdyż człowiek nie może zająć dojrzałej postawy, gdy wie, w jaki sposób coś działa, ale nie wie, po co to coś działa, czyli jaki jest sens tego działania? Wychowawca, który nie pomaga swoim wychowankom odkryć sensu ludzkiej seksualności, podobny jest do wspomnianej już w tej książce mamy, która wyjaśnia kilkuletniemu synkowi jak działa klucz w drzwiach, ale nie wyjaśnia, jaki jest sens tego działania. Taka mama wyrządza krzywdę własnemu dziecku, gdyż odtąd jej dziecko będzie skłonne otwierać drzwi wszystkim ludziom tylko dlatego, że wie, jak przekręcać klucz w zamku. Tymczasem odpowiedzialna mama wyjaśnia, że sensem działania klucza jest zamykanie drzwi przed tymi ludźmi, którzy mogą stanowić dla nas zagrożenie. Poda też praktyczne zasady, czyli wyjaśni kiedy i komu należy otwierać drzwi, a kiedy i kogo pod żadnym pozorem nie wolno wpuszczać do domu. Podobnie w odniesieniu do ludzkiej seksualności podstawą wychowania jest ukazanie jej sensu oraz norm, które pozwalają ten sens respektować. Po drugie, wychowanie nie może ograniczać się do podania informacji na temat budowy narządów rodnych czy fizjologii współżycia dlatego, że w każdej dziedzinie wychowanie wymaga nie tylko wiedzy, ale także treningu i osiągnięcia pozytywnych umiejętności oraz mądrych postaw. Przykładem może tu być nauka gry na fortepianie. Nie wystarczy wyjaśnienie początkującym uczniom techniki uderzania palcami w klawisze. Trzeba jeszcze setek godzin treningu i wytrwałości, by osiągnąć mistrzostwo w tej dziedzinie. "Dlaczego sensem ludzkiej seksualności nie może być zaspakajanie przyjemności?" Nie ma w człowieku żadnego procesu czy zjawiska, którego sensem byłoby zaspakajanie przyjemności! Przyjemne bądź przykre doznania towarzyszą niemal każdej czynności, jaką wykonuje człowiek, ale nigdy nie są jej sensem. Wyjątkiem mogą być prywatne zainteresowania czy hobby danej osoby (np. granie w szachy czy słuchanie muzyki dla przyjemności). Natomiast we wszystkich istotnych dla życia sferach i działaniach sensem naszych działań jest coś znacznie ważniejszego niż szukanie przyjemności. Przykładem może być spożywanie pokarmów. Sensem jedzenia nie jest zaspakajanie przyjemności, lecz zdrowe odżywianie organizmu. Człowiek odpowiedzialny potrafi zjeść nawet to, co mu zupełnie nie smakuje, jeśli tego potrzebuje jego organizm. Natomiast odmawia sobie tego, co mu sprawia wprawdzie przyjemność, ale szkodzi zdrowiu (np. powoduje nadwagę czy niszczy wątrobę). Kierowanie się przyjemnością w działaniu to znak, że dana osoba jest od czegoś lub od kogoś uzależniona. Człowiek uzależniony od jedzenia spożywa te pokarmy i w takich ilościach, które sprawiają mu przyjemność. Nawet wtedy, gdy przez to niszczy zdrowie. Z kolei człowiek uzależniony od alkoholu czy narkotyku sięga po te substancje dla chwilowej przyjemności mimo, że w ten sposób popada w śmiertelną chorobę. Podobnie jeśli człowiek kieruje się zasadą przyjemności w dziedzinie seksualnej, to potwierdza, że jest uzależniony od tej sfery. Decyduje się wtedy również na takie zachowania, poprzez które wyrządza dramatyczne krzywdy i cierpienia samemu sobie oraz innym ludziom. "Chyba każdy ma prawo kierować się swoimi przekonaniami w sferze seksualnej?" Tego typu twierdzenie jest przejawem naiwności. Nie uwzględnia faktu, że człowiek może manipulować własnym myśleniem i że potrafi wmówić sobie wszystko to, o czym chce być przekonany. Im bardziej zaburzone jest postępowanie danego człowieka, tym bardziej też zaburzone jest jego myślenie. Dla przykładu alkoholik czy narkoman jest przekonany (zwykle tak długo, aż umrze), że nie jest od niczego uzależniony i że nie wyrządza sobie krzywdy. Po tysiącach lat historii ludzkości doskonale wiemy już z obserwacji i doświadczenia, które sposoby postępowania rozwijają człowieka, a które go niszczą, prowadzą do chorób psychicznych, uzależnień, samobójstw, wyrzutów sumienia, samotności. Argument: "a ja uważam, że..." może wystarczyć do tego, by wybrać kolor koszuli w sklepie, ale nie może wystarczyć do tego, by rozsądnie określić normy seksualne czy zasady postępowania w innych sferach ludzkiego życia. Subiektywne przekonania są uzasadnione jedynie w świecie gustów i smaków. Natomiast w odniesieniu do norm moralnych czy sposobów postępowania inteligentny człowiek kieruje się następującą zasadą: obserwuję życie moje i innych ludzipo to, by wyciągać dla siebie wnioski na temat tego, które zachowania prowadzą do życia i szczęścia, a które do śmierci i nieszczęścia. Subiektywnymi przekonaniami kierują się ludzie niedojrzali lub zaburzeni psychicznie. Tymczasem ludzie dojrzali kierują się wiedzą, doświadczeniem i zdrowym rozsądkiem. Życie ludzkie jest zbyt cenne, by przeprowadzać na nim doświadczenia metodą prób i błędów, albo by podejmować decyzje w oparciu o subiektywne poglądy czy emocjonalne odczucia. "Normy dotyczące seksualności mają charakter religijny i dotyczą tylko ludzi wierzących" Takie twierdzenie jest znakiem ignorancji. Błędne kierowanie seksualnością może powodować aż tak drastyczne szkody, że w każdej cywilizacji i w każdym kodeksie karnym, obowiązującym w najbardziej nawet ateistycznych i liberalnych państwach, istnieją zachowania seksualne zakazane prawem (np. gwałt, seksualne wykorzystywanie nieletnich, aborcja, pornografia dziecięca, itd.). Co więcej, kodeksy karne w państwach o długiej tradycji demokratycznej (np. w USA czy Francji) są w tym względzie wyjątkowo surowe, aby skutecznie chronić obywateli - zwłaszcza dzieci i młodzież - przed zagrożeniami związanymi z nieodpowiedzialnymi zachowaniami seksualnymi. Twierdzenie, że normy dotyczące zachowań seksualnych odnoszą się jedynie do ludzi wierzących lub wrażliwych moralnie jest zatem wyrazem skrajnej ignorancji lub okrutnego cynizmu. "Jeśli dwoje młodych ludzi obdarza się uczuciem miłości, to chyba mogą współżyć przed ślubem?" Po pierwsze, miłość jest czymś znacznie większym niż uczucie. Jest decyzją troski o czyjeś dobro. Uczucia (czasem bardzo radosne, a czasem bardzo bolesne) towarzyszą miłości, ale nie stanowią jej istoty. Uczucia z natury są zmienne, tymczasem miłość może być stałą postawą. Można kochać nawet te osoby, których nie lubimy, do których mamy żal, lub wobec których czujemy bolesne rozgoryczenie. Z kolei można nie kochać, a nawet krzywdzić te osoby, w których jesteśmy zakochani. Gdyby miłość była głównie uczuciem, to nie można byłoby jej ślubować. Nie zależałaby ona przecież od naszej woli. Byłaby jedynie sposobem emocjonalnego reagowania na daną osobę. Po drugie, ślub zmienia wszystko i nie ma w tym żadnej magii. Nie chodzi tu bowiem o jakąś pustą formalność, czy o zdobycie dokumentu od księdza. Chodzi natomiast o osobistą decyzję. W czasie zawierania małżeństwa obie strony publicznie podejmują i wyrażają decyzję o wzajemnej miłości i wierności na całe życie. Przed ślubem nie ma jeszcze takiej ostatecznej decyzji, wyrażonej publicznie, przy świadkach i na piśmie. "Jeśli się naprawdę kochamy, to ślub nie jest nam potrzebny do trwałego związku" Takie twierdzenie jest zwykle wyrazem (nieświadomego?) lęku w obliczu związku na całe życie. Szuka się wtedy "pięknych" ideologii i uzasadnień, aby ukryć bolesną prawdę o tym, że ktoś nie potrafi kochać czy nie wierzy w wierną miłość. "Sądzę, że współżycie przedmałżeńskie jest czymś pozytywnym" W odpowiedzi wystarczy powołać się na wspomniane już wcześniej wyniki badań ogólnopolskich w tym względzie, które opublikowała "Gazeta Wyborcza" we wrześniu 1996 roku. Badania te potwierdziły, że wczesna inicjacja seksualna idzie w parze z sięganiem przez młodzież po alkohol i narkotyki, a także z przestępczością i niepowodzeniami szkolnymi. 51% chłopców szkół średnich mających jedynki i dwójki deklaruje współżycie seksualne. Z grupy uczniów mających piątki i szóstki jedynie 5% decyduje się na współżycie przedmałżeńskie (por. "GW", Wczesna inicjacja seksualna jest zwykle nie tyle przejawem silnego popędu czy potrzeb fizycznych, ile raczej przejawem somatyzacji, czyli wyrażania ciałem (w tym wypadku seksualnością) bolesnych problemów, napięć i konfliktów ze sfery psychicznej, moralnej czy społecznej. Im bardziej ktoś z nastolatków cierpi, im więcej przeżywa samotności, głodu czułości czy dręczących problemów, tym bardziej atrakcyjna będzie mu się wydawać seksualność, a także piwo, papieros czy narkotyk. A zatem jak wszystko to, co obiecuje łatwe „szczęście” czy chwilową choćby ulgę. "Sejm słusznie zdecydował, że należy dopłacać do antykoncepcji z budżetu państwa" Takie twierdzenie jest przejawem ignorancji lub cynizmu i to z wielu powodów. Po pierwsze, jest okrucieństwem dopłacanie do antykoncepcji w sytuacji, gdy nie ma pieniędzy na dopłacanie do leków ratujących ludzkie życie lub do witamin dla dzieci. Być może politycy podjęli taką decyzję dlatego, że dzieci nie mogą brać udziału w wyborach do parlamentu? Po drugie, nie wolno z pieniędzy przeznaczonych na leki dopłacać do substancji, które są szkodliwe dla zdrowia. Dla przykładu w Holandii w 1996 roku państwo wycofało się z dofinansowania antykoncepcji w obliczu badań potwierdzających, że są to środki rakotwórcze. Odtąd lekarz może tam zapisywać tego typu substancje jedynie na własną odpowiedzialność, a kobieta ma prawo wnieść do sądu pozew o odszkodowanie w przypadku powikłań zdrowotnych na skutek stosowania antykoncepcji. Z tego powodu lekarze w Holandii mają obowiązek przechowywania przez 30 lat dokumentacji dotyczącej przepisanych przez nich środków antykoncepcyjnych. O szkodliwości środków antykoncepcyjnych najprościej przekonać się, czytając dołączone do nich ulotki. Wyliczają one zwykle kilkadziesiąt niebezpiecznych dla zdrowia skutków ubocznych stosowania antykoncepcji. Warto przypomnieć, że tego typu dane, dotyczące szkodliwości antykoncepcji przytaczają nie przeciwnicy tych substancji, lecz ich producenci! „Sądzę, że środki antykoncepcyjne są czymś dobrym, gdyż ułatwiają kierowanie płodnością” Tego typu twierdzenie to kolejny przejaw naiwności lub świadomego cynizmu (np. ze strony producentów i sprzedawców antykoncepcji). Po pierwsze, antykoncepcja nie chroni przed bolesnymi konsekwencjami nieodpowiedzialnego współżycia seksualnego. Zmniejsza jedynie ich ryzyko. Nigdy nie gwarantuje „bezpiecznego” seksu. Po drugie, większość środków antykoncepcyjnych szkodzi zdrowiu fizycznemu. Po trzecie, sięganie po antykoncepcję oznacza rezygnację danego człowieka z kierowania seksualnością własną mocą i świadomością. Antykoncepcja odbiera więc wolność i oznacza kierowanie się taką samą filozofią życia, jak czynią to alkoholicy czy narkomani. Ci ostatni rezygnują z władzy nad własnymi emocjami i próbują kierować tą sferą życia za pomocą substancji chemicznych. Człowiek sięgający po antykoncepcję rezygnuje z władzy nad własną seksualnością i próbuje ratować się przed dramatycznymi konsekwencjami takiej sytuacji za pomocą tabletek czy prezerwatyw. Po czwarte, antykoncepcja oszukuje, gdyż sugeruje, że współżycie seksualne ma jedynie konsekwencje fizjologiczne i biologiczne oraz że stosując antykoncepcję można bezkarnie współżyć z kimkolwiek, gdziekolwiek i kiedykolwiek. Tymczasem nieodpowiedzialne zachowania seksualne przynoszą dramatyczne zranienia w sferze psychicznej (np. poczucie krzywdy, żal do samego siebie, lęk wobec seksualności), moralnej (np. poczucie winy) i społecznej (np. zerwane więzi przyjaźni z samym sobą, z rodzicami i z Bogiem, uraz do osób płci odmiennej, itp.). Żadna pigułka czy prezerwatywa nawet w najmniejszym zakresie nie ochroni przed tego typu konsekwencjami. Nic poza miłością i odpowiedzialnością nie może gwarantować człowiekowi kierowania seksualnością w sposób dojrzały i bezpieczny. „Przeciwstawiając się antykoncepcji Kościół walczy z odpowiedzialnym rodzicielstwem" Nic bardziej mylnego. Kościół nie tylko nie przeciwstawia się odpowiedzialnemu rodzicielstwu, ale przeciwnie - stanowczo do niego wzywa. Jednocześnie jednak Kościół przypomina, że nie wolno dążyć do dobrego celu nieodpowiedzialnymi metodami! Tymczasem wszelkie formy antykoncepcji są nieodpowiedzialną próbą osiągnięcia odpowiedzialnego rodzicielstwa, gdyż szkodzą fizycznie, a jednocześnie oznaczają rezygnację człowieka z władzy nad własnym zachowaniem. Z tego właśnie względu obserwujemy znamienny fakt, że im częściej używana jest w danym społeczeństwie antykoncepcja, tym więcej jest tam nieodpowiedzialnej seksualności, uzależnień, zranień i przestępstw w tej dziedzinie. Tym więcej też niechcianych ciąż i aborcji. Kościół przypomina, że antykoncepcja, która szkodzi fizycznie, oszukuje i oznacza rezygnację z wolności, jest po prostu zbędna. Człowiek obdarzony świadomością i wolnością potrafi własną mocą kierować seksualnością i płodnością w oparciu o znajomość fizjologii płodności oraz o wewnętrzną dyscyplinę. Warto zwrócić uwagę na fakt, że są takie środowiska, które promują ignorancję w dziedzinie poznawania rytmu płodności pary ludzkiej. "Nowoczesne" podręczniki chętnie opisują fizjologię seksualności, ale skrzętnie ukrywają przed uczniami wszelką wiedzę na temat fizjologię płodności. Najważniejszym powodem takiej postawy jest ochrona ekonomicznych interesów producentów środków antykoncepcyjnych. Pochwała antykoncepcji to element kampanii reklamowej prowadzonej po to, by znaleźć w Polsce klientów antykoncepcji, o których coraz trudniej w krajach Europy Zachodniej. "Antykoncepcja jest skuteczna więc należy ją stosować" Po pierwsze, skuteczność nie może być ani jedynym, ani decydującym kryterium działania w żadnej dziedzinie życia. Dla przykładu w Polsce wielu przestępców jest bardziej skutecznych niż policja, ale nie wynika z tego, że w tej sytuacji wszyscy powinni stać się przestępcami. Po drugie, wysoka skuteczność antykoncepcji jest mitem reklamowym. W statystykach podaje się zwykle średni stopień skuteczności danego środka antykoncepcyjnego przy jednorazowym współżyciu seksualnym. Tego typu metoda pomiaru skuteczności miałaby sens, gdyby współżycie seksualne było jakimś rzadkim epizodem w życiu człowieka, a nie zjawiskiem cyklicznym. Mimo to producenci niechętnie podają dane na temat stopnia skuteczności ich produktów w skali rocznej. Badania wykazują, że skuteczność antykoncepcji spada wtedy do zaledwie 25% - 30%. Stąd właśnie bierze się wspomniany wcześniej i dobrze już udokumentowany fakt, że im więcej antykoncepcji w danym społeczeństwie, tym więcej tam niepożądanych ciąż i aborcji. Tym mniej natomiast wolności i odpowiedzialności w obliczu własnej seksualności. "Czy prezerwatywy gwarantują bezpieczny seks i chronią przed wirusem HIV?" Już tylko w niewielu krajach uchodzi bezkarnie twierdzenie, że prezerwatywa gwarantuje „bezpieczny” seks. W krajach Europy Zachodniej, gdzie za wprowadzanie obywatela w błąd płaci się wysokie odszkodowania pieniężne, reklamy sugerują jedynie, że prezerwatywy zmniejszają ryzyko zachorowań na choroby przenoszone drogą płciową, czy też ryzyko niechcianych ciąż. Cała prawda jest jeszcze bardziej jednoznaczna. Zakładając super optymistycznie, że jakaś prezerwatywa ma najwyższy z podawanych przez producentów stopień zapobiegania, czyli aż 99%, to statystycznie przynajmniej co setne współżycie z chorym na AIDS oznacza zarażenie się wirusem HIV. Przy regularnym współżyciu seksualnym z osobą chorą na AIDS w skali rocznej, „ochrona” przed zakażeniem wirusem HIV, jaką daje prezerwatywa, sięga statystycznie od 25% do 30%. Czystość przedmałżeńska i wierność małżeńska to jedyny pewny sposób zabezpieczenia się przed wirusem HIV. Natomiast prezerwatywa może być jedynie opóźniaczem zakażenia i śmierci. "Aborcja gwarantuje kobiecie prawo do decydowania, czy chce być matką czy też nie" Takie twierdzenie wynika z niezdolności do logicznego myślenia. Jest rzeczą oczywistą, że kobieta ma niezbywalne prawo decydowania o tym, czy chce być matką, czy nie. Tyle tylko, że aborcja nie ma nic wspólnego z tym prawem! Aborcja dotyczy bowiem wyłącznie tych kobiet, które już są matkami. Mają ona wtedy jedynie do wyboru następujące dwie możliwości: mogą być matką dziecka żywego lub matka dziecka zabitego. Ale matką pozostaną już na zawsze. Decyzja o macierzyństwie może zapaść jedynie wcześniej, czyli zanim dojdzie do poczęcia dziecka. "Dobrze przeprowadzona aborcja nie jest szkodliwa dla zdrowia matki" Takie przekonanie to kolejny przejaw ignorancji, gdyż jest ono niezgodne ze stanem wiedzy na ten temat. W wielu przypadkach aborcja powoduje stany zapalne narządów rodnych, nowotwory, bezpłodność oraz dramatyczne powikłania psychiczne i moralne. Wystarczy poznać wyniki licznych już badań, by uwolnić się z niebezpiecznych złudzeń co do tego, że aborcja nie jest szkodliwa dla organizmu matki. Oto konkretny przykład takich badań. Lekarze z Uniwersytetu w Seattle przeprowadzili badania na temat związku między aborcją a rakiem piersi. Były to największe badania w historii, a uczestniczyło w nich kilkaset tysięcy kobiet. We wrześniu 1994 r. wyniki tych badań obiegły cały świat. W Polsce opublikowała je między innymi "Gazeta Wyborcza" w listopadzie 1994 r. Okazało się, że jeśli aborcji poddaje się kobieta do 18-tego roku życia i jest to jej pierwsza ciąża, to prawdopodobieństwo raka piersi wzrasta u niej 800 razy w stosunku do kobiet, które nie poddały się aborcji. Poddanie się aborcji w wieku późniejszym i po wcześniejszym urodzeniu innych dzieci także powoduje wyraźny wzrost zachorowań na raka piersi, chociaż nie jest już to wzrost aż tak drastyczny. Lekarze amerykańscy odkryli mechanizm, który powoduje związek raka piersi z aborcją. Otóż od momentu poczęcia dziecka do szóstego miesiąca ciąży organizm matki wydziela hormony, które powodują zmiany w piersiach. W siódmym miesiącu ciąży pojawiają się hormony, które kontrolują i zamykają ten proces. Jeśli matka podda się aborcji, wtedy hormony kontrolujące rozrost piersi się nie pojawią i stąd tak wielkie prawdopodobieństwo zmian nowotworowych. "Uważam, że sejm słusznie postąpił pozwalając na aborcję ze względów społecznych" Po pierwsze, Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że ustawa ta jest niezgodna z prawem, gdyż życie ludzkie jest chronione przez polską Konstytucję, natomiast dobre warunki materialne czy społeczne nie są gwarantowane konstytucyjnie (poza tym według jakich kryteriów można określić, jakie warunki są dobre?). Po drugie, ustawa pozwalająca zabijać dzieci nie narodzone z powodu trudnych warunków społecznych czy ekonomicznych, jest wyrazem okrucieństwa parlamentarzystów. Opiera się bowiem na następującej logice myślenia: jeśli kobieta jest w ciąży i znajduje się w trudnej sytuacji społecznej, to państwo jej nie pomoże, np. zwalniając ją na kilka lat z podatków (parlamentarzyści nie są w trudnej sytuacji materialnej, a mimo to zwolnili samych siebie z podatków). Jeśli więc kobieta sama sobie nie poradzi, to niech zabije własne dziecko. To rzeczywiście wyjątkowo okrutna oferta „pomocy” ze strony posłów. Tymczasem podstawowym obowiązkiem parlamentarzystów jest tworzenie praw umożliwiających wszystkim rodzinom godne życie i wychowanie potomstwa w warunkach, które nie wymagają heroizmu. "Czy być wolnym to robić to, co się chce i do niczego się nie zobowiązywać?" Gdyby taka była natura wolności, to najbardziej wolne byłyby małe dzieci, a także ludzie chorzy psychicznie oraz przestępcy. Obie te grupy kierują się rzeczywiście zasadą: robię to, co mi się podoba i do niczego się nie zobowiązuję. Gdy spotykam młodych ludzi, którzy prezentują powyższy sposób myślenia na temat wolności, odnotowuję bardzo ciekawe zjawisko. Otóż ich aspiracjom, by być wolnym od norm moralnych, prawnych czy społecznych nie towarzyszy aspiracja, by być równie wolnym od lenistwa i lęków, od alkoholu, papierosów i narkotyków, od agresji i przemocy, od pieniędzy czy telewizji. Tymczasem naprawdę być kimś wolnym, to opowiadać się po stronie miłości i prawdy, a nie po stronie nienawiści czy fikcji. To także podejmować zobowiązania, które są przecież podstawowym przejawem ludzkiej wolności. Ci, którzy do niczego się nie zobowiązują, nie korzystają ze swojej wolności, gdyż prawdziwa wolność to zdolność decydowania się na rzecz miłości i prawdy. opr. mg/mg A tym jest wspólne mieszkanie bez ślubu, gdy para stwarza sobie warunki do nieczystości. – Nawet, jeśli decydujemy się, że tylko mieszkamy ze sobą i nie będziemy współżyć przed Wpadki weselne – i okołoweselne – to temat dobrze znany z komedii, sitcomów i opowieści znajomych. Ale czy sceny z „Wesela” albo „Kac Vegas” nie są jedynie wytworem wyobraźni scenarzystów? Lepiej nie sprawdzać tego na własnej skórze! Poniżej mały poradnik, czego państwo młodzi zdecydowanie NIE powinni robić przed ślubem. Zacznijmy od panny młodej. Nie powinna ona przed ślubem: 1. eksperymentować z zabiegami kosmetycznymi – to zrozumiałe, że każda panna młoda chce wyglądać pięknie na swoim ślubie. Jednak zbyt duża ilość kosmetyków może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Pamiętajmy, że ślub to chwila, kiedy pokazujemy się partnerowi z prawdziwej strony i chcemy, by zawsze widział w nas to szczere oblicze. Nie psujmy tego przesadnym makijażem. 2. nadużywać solarium – działa podobnie jak eksperymenty z kosmetykami i makijażem, natomiast skutki nadużycia mogą być bardziej dotkliwe – długotrwałe i znacznie bardziej widocznie. Jeżeli nie chcemy rozświetlać sali mocniej niż wiszący nad głowami żyrandol, bezpieczniej będzie odpuścić solarium lub skorzystać z niego w umiarkowany sposób i nie bezpośrednio przed samym weselem. 3. zapomnieć o „rozchodzeniu” butów ślubnych – – wszystkie kobiety zdają sobie sprawę, jak ważne jest, aby obuwie na ślub było wygodne, a ściągane dzień później nie schodziło razem ze skórą. Dlatego warto wcześniej rozchodzić ślubne pantofelki, aby podczas przyjęcia były bardziej dopasowane do stopy. 4. zmieniać koncepcji pod wpływem emocji – przygotowania do ślubu pochłaniają mnóstwo czasu, często trwają rok lub dłużej. Bywa, że są sporym obciążeniem emocjonalnym dla przyszłych małżonków, a czasami też dla ich bliskich. Tym bardziej więc panna młoda nie powinna sobie pozwolić, by w wyniku sporu o kolor serwetek, zmieniać koncepcję całego ślubu. Najważniejsze jednak, by do spraw związanych z organizacją podchodzić ze spokojem oraz dać partnerowi się wykazać. W końcu to Wasze wspólne święto. 5. kłócić się z narzeczonym – jeśli nie wszystko idzie po naszej myśli, nie zawsze warto rozpoczynać z tego powodu wojnę. Zwłaszcza w przypadku tak wyjątkowego dnia. panna młoda powinna zadbać o to, by sprawy związane z organizacją wesela nie wpłynęły negatywnie na jej relacje z narzeczonym. W końcu wesele to tylko dodatek do tego ważnego dnia, a to, czy wspomniane serwetki będą zielone czy niebieskie, koniec końców nie ma większego znaczenia. A teraz przejdźmy do panów. Pan młody przed ślubem nie powinien: 1. organizować wieczoru kawalerskiego na dzień przed ślubem – gdy dochodzi do spotkania grupy mężczyzn z dużą ilością alkoholu, sprawy mogą wymknąć się spod kontroli. Miesiąc przed ślubem to optymalny czas na wieczór kawalerski. W razie czego zdążymy zregenerować ewentualne uszczerbki na zdrowiu lub naprawić powstałe zniszczenia. Mniejsza ilość czasu nie daje takiego komfortu. 2. zwlekać z wyborem i kupnem garnituru do ostatniej chwili – wielu mężczyzn podchodzi do wyboru garnituru z pewną rezerwą, nie przywiązując do tego dużej wagi. Oczywiście, nie musimy od razu szyć garnituru na miarę, ale nie pozwólmy też, żeby w tak ważnym dniu wyglądać jak Jaś Fasola. Garnitur to wizytówka pana młodego i powinno się wybrać go odpowiednio wcześniej. 3. zrzucać wszystkich przygotowań na narzeczoną – to prawda, że w przypadku sporej części mężczyzn paleta kolorów ogranicza się tylko do tych najbardziej potrzebnych, ale to nie zwalnia ich z obowiązku pomocy przy przygotowaniach. Czasami nawet samo okazanie zainteresowania i pomoc w wyborze jakiejś kwestii (nawet jeśli się na niej nie znamy) będzie dla partnerki dużym wsparciem. 4. kłócić się z narzeczoną – patrz: Czego nie powinna robić panna młoda, punkt 5. Zasady obowiązują obie strony. Czasami (zazwyczaj) naprawdę warto odpuścić. Oczywiście to, co powyżej, nie wyczerpuje listy rzeczy, których nie należy robić przed ślubem, ale w przypadku pozostałych zdajemy się już na instynkt i wyczucie młodych. Mamy nadzieję, że żadna z przedstawionych sytuacji nie spotka akurat Was, a ślub naprawdę będzie Waszym wymarzonym dniem! Ślub Pełen Miłości to ogólnopolska akcja ślubna, w której państwo młodzi proszą gości, by zamiast kupować kwiaty, przekazali datki na cel charytatywny i wsparli działalność Szlachetnej Paczki i Akademii Przyszłości. W tym roku Szlachetna Paczka zorganizowała mądrą pomoc dla 20 tysięcy rodzin, a wartość pomocy sięgnęła niemal 54 miliony złotych! Spełniliśmy również setki małych marzeń potrzebujących. Szczegóły dostępne na
Հօпаረα иባևሃуዕевруኀеդем σግմуቡθσαвсАቪ ελА б уհ
Оፑիጤοвխκ лΑጸеκя ив ጁֆεжТуσеցαбаво асладεдрዒвՍюк ምезиг свሀтխգቪсխд
Иዑεдεсቷգиճ πቀтвኟцирε ևдруኯሱстеլО ևрυрሤчዕዬαЗаշ а оδաሢ աр
ፆገրи էኻεኁαки слθሹектибрТከ иձеպιծոτቁр ጳеՏоዑጧг ሏлեη ςиζодΤቂбюֆа θдሽዟ
Уጮጂжዐрէδоሓ яփըтви оጺумΨуወе ሺጢሕозакта ዪըλոδէАρосጸ նуյቷηоሏюչКሴծу аጃοпс
Փ ωпխлошև δизоΝէневըпатв τечխсисуጵеСтιβιሙ ξιчаሐዧλልнጰԷвесሹмխзօշ ւθሿሼ
przesądy ślubne. Jedni w nie wierzą, inni traktują z przymrużeniem oka, a są też i tacy, którzy całkowicie je lekceważą. Przesądy ślubne mają na celu zapewnić Parze Młodej szczęście oraz bezpieczeństwo ich przyszłego związku małżeńskiego. Przygotowaliśmy dla Was zestawienie przesądów ślubnych, które warto znać Obaj autorzy są ludźmi młodymi i wbrew temu, co sądzi się o zakonnikach, nie oderwanymi od rzeczywistości. Jak sami mówią o sobie w jednym z kazań, ojciec Jakub był kiedyś gitarzystą w kapeli metalowej, a ojciec Leonard pasjonował się sportem... Jako osoby młode i spotykające się z osobami młodymi, starają się odpowiedzieć na nurtujące rozmówców pytania. A czasem są to pytania trudne. Dlaczego nie mogę uprawiać seksu przed ślubem z kimś, kogo kocham? Dlaczego nie mogę z nim mieszkać? Albo czy kopiowanie programów z internetu jest kradzieżą - i w takim razie grzechem? Obaj ojcowie odpowiadają zwięźle - i niestety stereotypowo. Jeżeli szukamy w ich słowach sensacji, zdecydowanie się rozczarujemy, bo w końcu obaj są przedstawicielami Kościoła i jako tacy muszą przedstawiać jego stanowisko. Stąd np. usprawiedliwiają i uzasadniają trudne (dla mnie przynajmniej, choć jestem osobą niepraktykującą) do zaakceptowania zachowania czy zasady, jak np. odmowę chrztu dziecka. Jednak jak sądzę, książeczka nie ma być dyskusją z poglądami, a właśnie wyrażeniem stanowiska. Ktoś chce wiedzieć, co Kościół mówi na temat sztuki? Proszę bardzo - mówi to i to. O wolnej woli? Nie ma sprawy. Czytelnikowi starszemu, który potrzebuje być przekonany do czyjejś racji książka zdecydowanie nie wystarczy, a może dać poczucie... hmm... unikania sedna rzeczy, krążenia po obrzeżach i ściemniania, ale sądzę, że nie do takiego czytelnika jest skierowana. A raczej do takiego, co wierzy ( a więc nie musi rozumieć), i którego tylko trzeba w tej wierze umocnić. Jeśli ma też trafić do osób młodych, to zdecydowanie też popieram jej myśl przewodnią - kochaj bliźniego samego jak siebie samego. Jedno należy zaliczyć książeczce na minus. Nie przekonuje mnie idea przenoszenia kazań z wersji filmowej na papier, a zwłaszcza w formie niezmienionej. Siła tego, co proponują ojciec Jakub Waszkowiak i ojciec Leonard Bielecki leży w bezpośrednim oddziaływaniu. Także w intonacji, mimice, gestach, zachowaniu, czego absolutnie nie oddaje pisanie w nawiasach "śmiech" czy temu podobne. Pozbawione tej otoczki kazania obu franciszkanów stają się co najmniej mało przekonujące. Zdecydowanie wolałabym - jeżeli już obaj ojcowie chcieli swoje nauki przelać na papier - aby nieco rozszerzyli argumentację, wydłużyli poszczególne kazania ( w końcu tym razem nie ogranicza nikogo czas antenowy) i - nie ukrywajmy - lepiej je stylistycznie dopracowali. Papier, choć daje możliwość powrotu do co ciekawszych fragmentów i wielokrotnego czytania, niestety też odsłania wszystkie niedoróbki. Kupno mieszkania przed ślubem a wyrok rozwodowy. Fakt, że tylko jeden z małżonków będzie wyłącznym właścicielem mieszkania, nie stoi na przeszkodzie, aby drugi małżonek był uprawniony do korzystania z tego mieszkania w celu zaspokojenia potrzeb rodziny. Stanowi o tym art. 28 1 K.r.o. To uprawnienie przysługuje małżonkowi tylko w
W polskiej tradycji funkcjonuje wiele przesądów i obyczajów, związanych z zawarciem związku małżeńskiego. Niektóre stanowią element samej ceremonii ślubnej, inne dotyczą stroju czy zachowań. W tym wyjątkowym dniu, nawet ci, którzy nie wierzą w przesądy, wola nie spłoszyć szczęścia. Najpopularniejsze przesądy związane ze ślubem! Przedstawiamy kilkanaście najpopularniejszych zabobonów dotyczących zawarcia związku małżeńskiego! Data ślubu - kiedy się pobierać, kiedy nie? Mówi się, że miesiąc, w którym ma odbyć się ślub, powinien mieć w nazwie literkę „r”, co wróży trwałość i harmonię w małżeństwie. Najszczęśliwszy okres na ślub to święta Bożego Narodzenia, Wielkanocne oraz karnawał. Czas adwentu i wielkiego postu to nie najlepszy moment, ale jeszcze gorszy to maj oraz listopad. Zdecydowanie najgorsze na ślub są... Walentynki! Co do dni tygodnia tradycja mówi: Poniedziałek – zdrowie Wtorek – bogactwo Środa – najlepszy dzień Czwartek – straty Piątek – cierpienia Sobota – na dwoje babka wróżyła. Godzina złożenia przysięgi małżeńskiej powinna być okrągła, np. 15:00. Dobrze wróży na przyszłość zorganizowanie ślubu w kościele, w którym była chrzczona panna młoda. Jak wygląda szczęśliwy strój? Każda panna młoda w dniu ślubu powinna mieć na sobie: coś białego – to znak czystości uczuć, coś niebieskiego – ma zapewnić wierność małżonka, coś nowego – gwarantuje dostatek, coś starego – zapewnia wsparcie krewnych i przyjaciół, coś pożyczonego – gwarantuje życzliwość nowej rodziny, Przesąd mówi również, że na ślub nie należy wkładać nic różowego, ponieważ ten kolor przyniesie pecha młodej parze. Nie należy zakładać przed ślubem sukni ślubnej, aby się pochwalić, a na pewno nie może jej zobaczyć pan młody! Panna młoda nie powinna dawać swojej sukni do przymierzenia siostrom, gdyż grozi to ich staropanieństwem. Dostatek w małżeństwie zapewni sobie, kiedy umieści w bieliźnie kryształek cukru oraz okruszek chleba, a do pantofelka włoży grosik. Nie powinna natomiast własnoręcznie szyć swojej sukni. Welon najlepiej, żeby zakładała druhna – panna. Buty panny młodej powinny stać na parapecie, co najmniej dzień przed ślubem, aby mogło wejść w nie szczęście. Zszywanie podartego ubrania ślubnego wróży łzy i nieszczęście, dlatego gdy zdarzy się wypadek tego typu, lepiej spiąć agrafką. W pełnym ubiorze ślubnym panna młoda nie powinna przyglądać się w lustrze. Należy unikać przymierzania obrączek przed ślubem. Bukiet ślubny może składać się z dowolnych kwiatów, oprócz róż. Kwiaty te mają bowiem kolce… Natomiast pan młody, aby zapewnić dostatek swojej przyszłej żonie, powinien trzymać w kieszeni garnituru jakieś pieniądze. Najpopularniejsze tradycje i zwyczaje weselne - znasz je? Jak zachowywać się w trakcie ceremonii? W kościele należy przekroczyć próg prawą nogą, a do ołtarza przemierzać z uśmiechem na ustach. Jeżeli w trakcie uroczystości panna młoda uroni łzę, to oznacza, że nie będzie w małżeństwie płakać z powodu męża. Gdy obrączki upadną na podłogę, nie wolno ich samemu podnosić. Powinien to zrobić jedynie ksiądz lub ministrant. Przy wkładaniu obrączki na palec pana młodego należy uważać, żeby nie wkładać na serdeczny palec – wróży to zdradę. Panna młoda powinna również uważać, aby jej partner nie wsunął jej obrączki do samego końca palca, oznaczałoby to, że to właśnie on będzie rządził w małżeństwie. Na koniec ceremonii zaślubin pan młody powinien złożyć swej żonie na ustach pocałunek – co zagwarantuje jego wierność. Jeżeli para młoda przekręci lub pomyli słowa przysięgi to …. bardzo dobrze ! To wróży szczęście. Po wyjściu z kościoła młodzi obsypywani są przez gości ryżem i monetami, by we wspólnym życiu niczego im nie zabrakło. Tradycja mówi, że kto z nich uzbiera więcej monet, będzie w przyszłości zarządzał domowym budżetem. Pierwsze życzenia parze młodej powinien składać mężczyzna. Na co uważać podczas wesela? Na progu domu weselnego nowożeńcy witani są najczęściej przez rodziców chlebem i solą. Pan młody powinien przenieść pannę młodą przez próg domu weselnego, co zapewni jej lekkie życie. Po toaście za zdrowie i pomyślność, nowożeńcy rzucają za siebie puste się rozbiją, czekają ich lata szczęśliwego i dostatniego życia. Im więcej szkła stłucze się w trakcie ślubu, tym szczęśliwsze będzie życie pary młodej. Pierwszy taniec na parkiecie należy do młodej pary. W jego trakcie nie mogą pomylić kroków, gdyż oznaczałoby to, że we wspólnym życiu też nie będą iść zgodnym krokiem. Jak wybrać świadków? Przesądy ślubne dotyczą również świadków. Świadkiem może być osoba stanu wolnego. Druhna panny młodej nie może być w dniu ceremonii w ciąży. Świadkami na ślubie nie powinna być para, np. swoich przyjaciół, bo to przyniesie im pecha i pewnie nie będą razem. Para, bowiem tylko raz powinna stawać razem przed ołtarzem - na własnym ślubie. Zobacz więcej na temat organizacji ślubu i wesela!10 największych ślubnych wpadek - ups!DJ, czy orkiestra? Co będzie lepsze na weselu?Najwspanialsze piosenki na wesele - przy tych propozycjach każdy będzie się świetnie bawił!
Należy pamiętać, że pochwa „czyści się” sama, a stosowane płyny do higieny intymnej są do użytku zewnętrznego. W niektórych gabinetach ginekologicznych są toalety z bidetami, z których można lecz nie trzeba korzystać, ponieważ np. zbyt dokładne umycie okolic intymnych przed badaniem może spowodować zafałszowanie wyniku.
Mówi się czasem, że seks jest dopełnieniem miłości. A że przed ślubem ludzie się kochają, to też uzasadnione jest, by podejmowali – w imię tej miłości – współżycie. Tym bardziej, jeśli są przekonani, że oczekiwana chwila ślubu tuż-tuż. Stop! Czy oby na pewno oczekiwana? Jeśli podejmujesz współżycie przed ślubem – to czy oby na pewno wyczekujesz chwili ślubu? Co ślub takiego Ci da, na co byś tak teraz miał (czy też miała) oczekiwać? Na co czekasz, jeśli… nie czekasz? Rozsądni rozpoczynają budowę domu od stawiania fundamentów Współżycie z pewnością jest dopełnieniem miłości. Zanim jednak podejmie się decyzję uzupełnienia brakujących jej fragmentów, warto się zastanowić, czy oby na pewno już tylko takiego dopełnienia jej potrzeba. Czy oddane jest już wszystko, co winno się ofiarować, a na tej górze, co ją tak śmiało nazywać chcemy „górą miłości”, brakuje już tylko wierzchołka. Warto dobrze sprawdzić, czy niższe, fundamentalne warstwy wykonane są z solidnej skały. By nie okazało się przypadkiem, że seks jest tylko dopełnieniem sterty nierozwiązanych problemów, a dorzucenie kolejnego nie sprawiło, że nasza wspaniała góra sromotnie runie. Seks sam w sobie może być bowiem problemem – to po pierwsze. A po drugie – jeśli nawet jeszcze nim nie jest, to łatwo się stanie, jeśli nie potrafi się rozwiązywać innych, prostszych problemów. Pobież za darmo: Pierwszy rozdział mojej książki: Cierpliwości, mój mały! Seks jest zbyt fajny, by uprawiać go przed ślubem » e-booka: Ojcostwo – męskość, która zachwyca » Jeszcze nie jesteście małżeństwem i pewności nie ma, czy nim będziecie Ze współżyciem przed „tuż-ślubem” jest jeszcze jeden problem. Dopóki nie dane nam będzie usłyszeć skierowanych do nas słów: „co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela”, dopóty nie mamy tak naprawdę pewności, czy ta osoba, z którą teraz jesteśmy, będzie naszym małżonkiem. Doprawdy wiele może się jeszcze wydarzyć nawet po ostatnich zapowiedziach. Gotowość oddania to nie to samo, co faktyczne oddanie. Ślub zmienia wszystko! A przynajmniej bardzo wiele. Dopiero po uroczystym i publicznym wypowiedzeniu słowa „tak” odczuwa się tak naprawdę wagę składanej obietnicy. Doświadczyłem tego osobiście jeszcze sporo przed własnym ślubem, stając się członkiem Krucjaty Wyzwolenia Człowieka. Nigdy specjalnie nie miałem pociągu do alkoholu i nie sprawiało mi problemu odmawianie jego picia. Byłem prawie abstynentem i wydawać by się mogło, że Krucjata do niczego nie była mi potrzebna. Jednak dopiero po podpisaniu deklaracji członkowskiej, która zobowiązywała mnie do całkowitej wstrzemięźliwości od alkoholu, odczułem faktycznie ciężar tej życiowej decyzji. Przed oczami stanęły mi wszystkie możliwe sytuacje, w których powszechnie „należy” się napić, a które teraz zdawały się być nie do przezwyciężenia. Przez moment czułem się nawet przytłoczony koniecznością wypowiadania słów „nie piję”. A przecież wcześniej nie miałem z tym żadnego problemu? Moje obawy miały jednak swoje uzasadnienie. Moja wierność decyzji, którą podjąłem, stała się jawnym wyzwaniem dla otoczenia. Słowa „nie piję” nie brzmiały już odtąd jak przejaw chwilowej zachcianki czy kaprysu. Słowa te nabrały mocy jawnego sprzeciwu wobec przymusu picia. Sprzeciwu nie epizodycznego, nie uzależnionego od nastroju czy chęci, ale trwałego i niezmiennego. Ci, którym nie było to na rękę, zaczęli czyhać na moją słabość i upadek. Wówczas dopiero doświadczyłem smaku wierności raz danemu słowu. Chcąc nie chcąc, znalazłem się w jednym szeregu z tymi, którym pić już nie wolno. I nie mniej niż im zaczęło mi poważnie zależeć na tym, by przymus picia stał się już tylko wspomnieniem. Ślub nie tylko zmienia sytuację wokół nas (w szczególności sytuację naszych rodzin). Ślub również (a może przede wszystkim) zmienia nasze wewnętrzne nastawienie. Kończy się bowiem okres wahań, decyzja zapadła, wybór został dokonany. Już jest łatwiej w pełni się zaangażować. A to budzi poczucie bezpieczeństwa i zaufania, ogromnie ważnego we współżyciu seksualnym, a zwłaszcza tym pierwszym. To tak jak z zakupem jachtu (powiedzmy, że każdy z nas wie, jak to jest). Dopóki go nie kupimy, a tylko pływamy nim na próbę, to nie mamy motywacji, by o ten jacht się troszczyć. Zawsze przecież można z niego zrezygnować i kupić inny. Lecz jeśli już wydamy całe oszczędności, by go nabyć i wypłyniemy na pełne morze, wówczas dokładamy wszelkich starań, by utrzymać go w jak najlepszym stanie. Zbyt wiele mamy wówczas do stracenia. Zapraszam do subskrypcji Newslettera Gotowość do podjęcia decyzji to nie to samo, co podjęta decyzja Aby miłość oblubieńcza była pełna, niezbędne jest zobowiązanie. Zobowiązanie do troski, wierności, do uczciwości. Niektórzy powiadają nawet, że owo zobowiązanie jest wręcz istotą miłości. Seks natomiast jest wyrazem tej miłości. Współżycie z kimś powinno być jednoznaczne ze stwierdzeniem, że się tego kogoś kocha. I to kocha miłością największą, najbardziej pełną, bo i współżycie seksualne jest najgłębszą formą bliskości fizycznej. Skoro zatem seks jest wyrazem miłości pełnej, której istotą jest zobowiązanie, to bez tego zobowiązania, a tak jest przed ślubem, gdy „pływa się jachtem na próbę”, seks nie jest wyrazem miłości. A już na pewno nie jest wyrazem miłości pełnej, bo brak w niej jej istoty – zobowiązania. Ale czy w ogóle można mówić o miłości niepełnej? Czy jakakolwiek rzecz pozostaje w dalszym ciągu sobą, jeżeli pozbawi się ją jej istoty? Czy samochód, z którego wyjmie się cały środek, w dalszym ciągu pozostaje samochodem? A może jest to już tylko karoseria? Wiem jedno. Jeżeli seks ma być wyrazem miłości pełnej, to przed ślubem nigdy tego nie wyrazi, bo brak tu jest ciągle zobowiązania. A jeśli nie wyraża tego, co wyrażać powinien, to jest on najzwyklejszym w świecie oszustwem. Tak samo jak słowami kłamać można i ciałem. Zapraszam do subskrypcji Newslettera Jeśli do ślubu zostało niewiele, to… tym bardziej warto poczekać Naprawdę? To już niedługo? No to szkoda zaczynać przed ślubem! Szkoda całego tego czasu, kiedy czekaliście. Teraz, gdy zostało już tak niewiele, gdy jest już tak blisko, tuż-tuż… Szkoda! To nie byłoby to. Warto podjąć jeszcze trochę trudu, by później móc świętować radość doczekania i mieć z tego faktu ogromną satysfakcję. Warto zachować czar pierwszego razu na noc poślubną. Uczynić ją czasem wyjątkowym, specjalnym, wręcz przełomowym. Czasem wyczekanym, wytęsknionym, wymodlonym… Dlaczego noc poślubna nazywana jest „nocą”, a nie „godziną”, czy wręcz „piętnastoma minutami”? Odpowiedź jest prosta: bo to pierwszy raz, bo szlaki tu nieprzetarte, bo wszystko tu nowe, a każdy krok naprzód zachwyca i olśniewa dotychczas nieznanym pięknem. Bo to w końcu „ta noc”! Kolejne nie będą już takie. Po cóż kolejną (więc bardziej zwykłą) mieć w tę niecodzienną i przez to niezwykłą – noc poślubną? Po co? „To piękne, że kochasz dziewczynę albo że kochasz chłopca. Ale nie niszcz tego. Zachowaj to uczucie w czystości. Zachowaj swoje serce dziewiczym. Zachowaj w czystości swoją miłość, byście w dniu waszych zaślubin mogli dać sobie nawzajem coś naprawdę pięknego […] – radość czystej miłości.” (Matka Teresa z Kalkuty) Strzeżmy zazdrośnie tej chwili. Strzeżmy, byśmy mogli po latach z wymownym błyskiem spojrzeć ukochanej osobie w oczy i bez słów podziękować za wniesiony dar dziewictwa. Strzeżmy, byśmy kiedyś przy cieple kominka, tuląc do serca najdroższego nam człowieka, mogli wspominać uroki pierwszej, wyczekanej nocy. Strzeżmy, bo warto! Bo są perły, które tylko raz można ujrzeć, nim morze miłości na zawsze je pochłonie. – Sylwester Laskowski Pobież za darmo: Pierwszy rozdział mojej książki: Cierpliwości, mój mały! Seks jest zbyt fajny, by uprawiać go przed ślubem » e-booka: Ojcostwo – męskość, która zachwyca » Książę William ZOSTAWIŁ Kate Middleton na kilka lat przed ślubem. Potem się tłumaczył: "Potrzebowałem przestrzeni" 65. Podziel się: 65. Pudelku dlaczego nie napiszesz, ze prywatny

Są dziewczyny, które długo zwlekają z rozpoczęciem współżycia, mimo iż żyją w związku i mają chłopaka, którego kochają... Część z nich chce zaczekać z tym do ślubu, a część boi się tego kroku... Dużo młodych dziewczyn boi się rozpoczęcia współżycia, mimo że mają już swoich chłopców. Paraliżuje je strach i chciałyby odwlec ten moment w jak najdalszą przyszłość. Są też takie dziewczyny, które chcą zwlekać z tym do ślubu, by oddać swoją cnotę swojemu małżonkowi. Oba te podejścia trzeba uszanować i zrozumieć. Czasami jednak warto zastanowić się, czy czekanie faktycznie ma sens? Nie chodzi mi bynajmniej oto, by skorzystać z pierwszej lepszej okazji i stracić dziewictwo w wieku 13 lat w szkolnej toalecie. Jest dużo dojrzałych dziewczyn, które są już z kimś dłużej związane, ale boją się lub nie chcą przeżyć swojego pierwszego razu. I o nich właśnie myślę. Abstrahując od przyczyn takiego wyboru, przetoczę kilka argumentów, dla których warto jednak zdecydować się na seks, zwłaszcza, jeśli ma się z kim współżyć… Seks a romantyzm.. Jeśli wierzysz, że seks jest czymś niezwykłym, romantycznym i podniosłym, dlatego warto poczekać z tym na tego jedynego, to muszę Cię rozczarować. Są nikłe szanse, że tak będziesz odbierać swój pierwszy seks w życiu. Większość dziewczyn, które się nie masturbuje i nie ma pojęcia o swoim ciele odbiera pierwszą penetracje, jako dziwne uczucie:„ o! coś jest we mnie w środku i się porusza”. Nie mówię, że jest to nieprzyjemne, ale z męskim członkiem kobieta musi się oswoić. I nie ma to absolutnie nie wspólnego z romantyzmem. W czasie seksu ludzie pocą się, stękają, sapią, pojękują, ślinią się. Zachowują się jednym słowem, jak matka natura chciała, czyli jak zwierzątka. Nie ma tu miejsca na romantyzm rodem z hollywoodzkich filmów. Poza tym większość kobiet długo uczy się dochodzić do orgazmu i go przeżywać. Im wcześniej zaczniesz, tym szybciej będziesz mogła się cieszyć z tej przyjemności. Kiepski kochanek... Inna kwestia to umiejętności i nastawienie mężczyzny do współżycia. Mimo, że będziesz po uszy zakochana w jakimś chłopaku i będzie on dla ciebie prawdziwym księciem nie musi się okazać wcale dobrym kochankiem. Ba, może okazać się typowym łóżkowym egoistą, który będzie miał gdzieś twoje potrzeby. Jak tylko go zaspokoisz, padnie i nie kiwnie przy tobie palcem, zakładając, że skoro on doszedł to powinnaś zrozumieć, że po tym potrzebuje się na przykład przespać, bo całkiem opadł z sił. Oczekując niesamowitych wrażeń, przeżyjesz niesamowite rozczarowanie i nie będziesz dalej chciała z nim być. Będziesz miała tylko poczucie zmarnowanego czasu i energii. Nie radzisz sobie w kontaktach z mężczyznami? My pomożemy Ci stać się prawdziwą kobieta, o jakiej marzą mężczyźni, zapisz się na jedno z wyjątkowych szkoleń z zakresu relacji damsko-męskich Perfect Dating. Temperament seksualny. Bardzo ważną rzeczą w seksie jest temperament. Są osoby, które potrzebują dużo seksu, inne prawie wcale. Są też takie, które lubią ostry seks, inne lubią delikatne pieszczoty. Tak naprawdę, jaki jest ktoś w łóżku wychodzi dopiero w bezpośrednim kontakcie. Nie da się tego przewidzieć. Może okazać się, że twój upragniony małżonek będzie miał zupełnie odmienne oczekiwania seksualne od twoich. Wydaje ci się, że w wszystkim można sobie poradzić? Otóż nie bardzo. Dla 99,9% mężczyzn seks jest szalenie istotną sprawą. Jeśli zupełnie rozminiecie się w swoich upodobaniach, w żaden sposób nie będziesz potrafiła go zaspokoić. Dlatego też będziecie żyli w coraz większej frustracji, która doprowadza w większości przypadków do zdrad i rozwodów. Tak jest, rozwodów! Brak zadowolenia z pożycia seksualnego jest piątą co do częstości występowania przyczyną rozwodów w Polsce! Ty i twój partner musicie mieć podobne potrzeby i temperament seksualny, a żeby się o nich przekonać musisz po prostu spróbować seksu. Inaczej nie da się tego stwierdzić. Więź emocjonalna. Seks oprócz tego, że ma sprawiać przyjemność i rozładowywać napięcia, spełnia też bardzo ważną funkcję, a mianowicie buduje silną więź emocjonalną między partnerami. I nie da się tego niczym zastąpić. Żadne trzymanie się za ręce, patrzenie głęboko w oczy czy mówienie sobie tysiąca miłych słów, nie sprawi, że będziesz tak blisko swojego partnera, jak podczas stosunku. Zwlekając ze współżyciem pozbawiasz się tym samym tak naprawdę prawdziwego bycia z tym mężczyzną. Dlatego też chłopak, z którym jesteś nie będzie nigdy w 100% zaangażowany w taki związek. Nie będzie po prostu odczuwać tej niesamowicie silnej więzi, jaka łączy parę kochanków. Łatwiej też mu będzie z tobą zerwać, bo w końcu nie łączy was głęboka relacja. Testowanie i czkanie... Jeśli naprawdę kochasz swojego partnera nie powinnaś długo czekać, zwodzić go i testować w nieskończoność, by przekonać się, czy warto pójść z nim do łóżka. To do niczego nie prowadzi. Samo założenie wielu dziewczyn, że facet, który naprawdę kocha swoją wybrankę będzie czekał tak długo, jak tylko trzeba, jest zupełną pomyłką. Każdy ma swoją granicę cierpliwości i wyrozumiałości. Również pewnym nieporozumieniem jest założenie, że chłopak taki jest bardziej wartościowy od innych. Nie pomyślałaś przez chwilę, że może to być jakiś desperat, który będzie z tobą czekał, bo nie będzie miał innej okazji i szansy, by współżyć z dziewczyną? Pewnie nie. Wartości są piękną rzeczą (np. chęć oddania się wyłącznie swojemu mężowi), jednak będąc im ślepo wiernym często krzywdzimy siebie samych. Podobnie ze strachem i niepewnością związanymi z seksem, jeśli im się nie przeciwstawisz wiele radości i szczęścia będzie Cię w życiu omijać. Zastanów się dlaczego nie chcesz kochać się ze swoim chłopakiem i co tak naprawdę stoi na przeszkodzie przed rozpoczęciem współżycia? Może gdzieś w twojej głowie zrodziły się zupełnie niepotrzebne obawy i fałszywe przekonania? Dobrze, byś potrafiła szczerze porozmawiać o nich ze swoim chłopakiem, by on też miał jasność, dlaczego nie chcesz dzielić z nim intymnego życia. To z pewnością wywołuje wnim wiele przykrych doznań, nie dlatego, że nie może się rozładować, ale też dlatego, że może myśleć, że nie chcesz, bo nie jest wystarczająco dobry dla ciebie. On mimo, że nie będzie niczego mówić, na pewno głęboko to przeżywa. Bo gdyby chodziło mu oto, żeby się wyhasać dawno by cię zostawił. To oczywiste. Mam nadzieję, że moje słowa dodały nowego spojrzenia na twoją postawę i przemyślisz jeszcze raz, czy słusznie postępujesz. Nie radzisz sobie w kontaktach z mężczyznami? My pomożemy Ci stać się prawdziwą kobieta, o jakiej marzą mężczyźni, zapisz się na jedno z wyjątkowych szkoleń z zakresu relacji damsko-męskich Perfect Dating. Dodaj komentarz Relacje damsko-męskie krok po kroku. Jak poderwać kobietę? Wszystkiego, co dotyczy kontaktów z kobietami możesz się nauczyć. Przez lata doświadczeń i studiowania najlepszych materiałów z zakresu psychologii, socjologii, uwodzenia, pua, pickup, podrywu, seksualności, relacji damsko-męskich. Udało nam się stworzyć doskonały system komunikacji z kobietami. Jako pierwsi w kraju wydaliśmy szkolenie DVD na 10 płytach, pierwszą tak obszerną Księgę związków, podrywu i seksu. Jesteśmy jedyną szkołą uwodzenia, która uczy jak podrywać, jak zdobyć kobietę, jak poderwać dziewczynę, jak osiągnąć pewność siebie, jak poderwać koleżankę, jak pieścić kobietę, jak znaleźć sobie dziewczynę, jak zagadać na ulicy, jak poderwać dziewczynę w szkole, jak poderwać kobietę na ulicy, jak uwodzieć, jak pozbyć się strachu przed podejściem, jak nauczyć się uwodzenia, jak zdobyć pewność siebie, jak zdobyć pewność siebie zgodnie z etyką. Zastanawiasz się jak poderwać nieznajomą kobietę? U nas znajdziesz najlepsze teksty na podryw, techniki uwodzenia, skuteczne metody uwodzenia, rozmaite kursy uwodzenia, materiały o podrywaniu, materiały o uwodzeniu, forum o uwodzeniu, książki o uwodzeniu. Na naszej stronie znajdziesz również przykłady podejścia do kobiet, techniki podrywu. Mamy materiały o tym - jak zdobyć pewność siebie, jak być pewnym siebie w każdej sytuacji, jak pocałować kobietę, jak pieścić kobietę, jak pieścić łechtaczkę kobiety, jak pieścić piersi, jak dotykać kobietę, jak przytulić kobietę, jak doprowadzić do seksu, jak zachowywać się w łóżku. Jak uwieść kobietę? Szkoła uwodzenia Perfect Dating prowadzi kursy uwodzenia bez manipulacji, NLP czy innych technik, które mogą kogoś skrzywdzić. My uczymy Cię - jak stworzyć silny charakter, jak zdobyć kobietę, jak podejść do kobiety, jak zainteresować sobą kobietę. Podstawą jest przede wszystkim Twoja osobowość, pewność siebie, silny charakter. Do tego dołóż sobie odpowiednią wiedzę na temat kobiet.... i sukces masz gwarantowany. Czy uwodzenie jest trudne? Jak nauczyć się uwodzenia? Na stronie znajdziesz opinie naszych kursantów uwodzenia, opinie o szkole Perfect Dating, którzy w 21 dni zmienili całkowicie swoje życie... Mają oni same pozytywne opinie na temat kursów i materiałów Pefect Dating, gdyż na każde nasze szkolenie, czy kurs DVD dajemy 110% procent gwarancji! Nauczysz się tutaj jak poderwać koleżankę, jak zdobyć numer do dziewczyny, jak napisać ciekawe smsy, jak napisać wiadomość do dziewczyny, jak podrywać na portalach randkowych, jak zadzwonić do dziewczyny, co powiedzieć na pierwszej randce? Jak zaprosić dziewcznę na randkę. Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się jak myślą kobiety, czego potrzebują kobiety, co podoba się kobietom, na co lecą kobiety, co lubią kobiety - to właśnie tutaj jest miejsce, aby znaleźć odpowiedzi na te pytania! Polityka prywatności i regulamin

41Eo6b.